Narzędzia giełdowego wróżbity
część I
autor: Longterm
Chyba nie ma człowieka na ziemi który choć przez chwilę nie chciałby posiąść umiejętności przewidywania przyszłości. Ludzkość od zarania dziejów stara się wyprzedzać to co może nastąpić, często posiłkując się analogiami historycznymi oraz wykorzystując najrozmaitsze związki przyczynowo-skutkowe, które działają w określonych sytuacjach jako wskaźniki wyprzedzające.
W dawnych czasach, na długo zanim mieliśmy dostęp do zdjęć satelitarnych ludzie doskonale orientowali się w sygnałach jakie natura im przekazywała i byli w stanie prognozować pogodę nie gorzej niż obecnie robią to dla nas atrakcyjne panie w telewizji.
W średniowiecznych Chinach przywiązywano do odczytywania tych znaków szczególną wagę. Tam często o zwycięstwie w bitwach, szczególnie morskich decydowała nie liczebność armii czy uzbrojenie, ale umiejętność przewidzenia, na przykład, nagłej zmiany kierunku wiatru. Wygrywał ten generał, który miał lepszych prognostów, potrafiących sprawniej identyfikować przeróżne naturalne omeny i zmieniające się zjawiska.
Podobnie rzecz ma się w przypadku rynków finansowych. Można uzyskać z wyróżnieniem dyplom najlepszej uczelni ekonomicznej na świecie i poznać wszystkie zasady zarówno analizy fundamentalnej jak i technicznej i pomimo tego wciąż być zagubionym jak dziecko we mgle…
Kluczem do sukcesu jest według mnie umiejętne identyfikowanie wspomnianych już wyżej związków przyczynowo-skutkowych jakie zachodzą na rynku. Takie sygnały dają nam głównie różnego rodzaju korelacje pomiędzy określonymi walutami i klasami aktywów . Ale zanim do nich przejdę pozwolę sobie jeszcze na kilka słów wyjaśnienia samej metody.
Pierwsza zasada: nie ufam do końca żadnej dostępnej metodzie
Co pewien czas słyszy się o jakiejś kolejnej cudownej metodzie inwestycyjnej, mającej być tym magicznym świętym gralem dla inwestorów. Fale Elliota, liczby Fibonacciego, metoda Warrena Buffeta polegająca na zwykłym kup i trzymaj, fazy księżyca, formacje analizy technicznej, z podwójnymi szczytami, dnami, głowami z ramionami i odwróconymi ich odpowiednikami na czele, to tylko niektóre z popularnych mitów jakimi karmią nas media i tak zwana literatura fachowa. Według mnie inwestor czy też analityk giełdowy powinien być indywidualistą, obojętnym na wpływy jakichkolwiek panujących dogmatów czy przekonań. Powinien samodzielnie znajdywać skuteczne zależności pomagające wypracować mu jego własny styl, skrojony idealnie do indywidualnych preferencji inwestycyjnych. Pierwsza moja zasada powinna zatem brzmieć: nie ufam do końca żadnej dostępnej powszechnie metodzie, czyli nigdy nie jestem doktrynerem.
Po ponad 10 latach doświadczenia na giełdzie stwierdziłem że powinienem odnaleźć własną niszę i stworzyć mój własny model prognozowania przyszłych trendów na giełdzie.
Własna droga
Nazwałem moją metodę własną drogą, bowiem jest ona swoistym „mixem prognostycznym” łączącym zarówno analizę fundamentalną jak i techniczną, oraz może przede wszystkim wykorzystującym wzajemne zależności między surowcami, walutami, obligacjami i akcjami. Dużą wagę przywiązuję…
[...]
Jest to tylko krótki fragment artykułu
“Narzędzia giełdowego wróżbity – część pierwsza”
– całość znajduje się w Equity Magazine nr.4
Na wskazany adres wyślemy linki do archiwalnych numerów Equity Magazine







[...] Narzędzia giełdowego wróżbity Część pierwsza cyklu poświęconego skutecznym narzędziom analizy, Longterm [...]