Biedni konsumują, bogaci inwestują

Jeszcze kilka wieków temu bogatego człowieka można było poznać z daleka. Okazały zamek, wielobarwne szaty z drogich materiałów, zbrojny orszak, złota lektyka i tłum dworzan zabiegający o względy podczas wystawnych uczt. W dzisiejszych czasach wielu majętnych ludzi nadal próbuje manifestować swój status tak, jak robiono to w średniowieczu. Jednak coraz częściej bogaci wtapiają się w tłum, a to co ich naprawdę wyróżnia to sposób zarządzania swoim majątkiem i czasem pracy.

Niepewność jutra i rachityczny rozwój technologiczny przez wieki popychał ludzi do natychmiastowego konsumowania owoców swojej pracy. Nim rozwinął się system bankowy trudno było bezpiecznie przechowywać majątek, wszelkie dobra materialne mogły ulec zniszczeniu bądź rabunkowi, co zresztą często miało miejsce. Żyło się tu i teraz, bo dzień jutrzejszy mógł przynieść wojnę, chorobę lub zdradę. Trudno było oczekiwać lepszego jutra – rozwój ludzkości był bardzo powolny, a i tak w pierwszej kolejności brali w nim udział ci, którzy mieli szczęście znaleźć się w odpowiedniej epoce i w odpowiednim miejscu. Co gorsza, koszt przechowywania bogactwa rósł wprost proporcjonalnie do jego wysokości. Mając skrzynie pełne złota należało wybudować dla nich skarbiec, zatrudnić zbrojnych i opłacić ich na tyle dobrze, aby ryzykowali życie dla jego obrony. Jeszcze większe problemy generowały transfery pieniężne, wymagające organizacji uzbrojonych karawan, które narażone były na bezpośredni atak podczas trwania podróży. Gromadzenie zapasów spożywczych również generowało dodatkowe problemy – zboże ze spichlerzy mogło zostać ukradzione, spalone, zjedzone przez gryzonie czy też zepsute przez bakterie. Nim powstały pierwsze przemysłowe chłodnie i domowe lodówki mięso konserwowano, m. in. przy użyciu beczek z solą. Wbrew pozorom nie był to tani proces, dość powiedzieć, że w czasach króla Kazimierza Wielkiego dochody kopalni w Wieliczce stanowiły aż 30% wpływów skarbu państwa.

Wróćmy jednak do współczesnych czasów, bo o ile nasi przodkowie mieli długą listę usprawiedliwień dla konsumpcjonizmu, tak sytuacja współczesnego człowieka jest już diametralnie inna. Zacznijmy od kosztów przechowywania majątku. Utrzymanie konta bankowego kosztuje tyle samo, bez względu czy mamy na nim zdeponowane 5 złotych czy 5 milionów złotych. Ryzyko, że utracimy te środki w efekcie kradzieży jest praktycznie zerowe. Ale już sam fakt, że możemy błyskawicznie, bezpiecznie i bez opłat transferować nasze pieniądze między miastami i państwami, przyprawiłby naszych przodków o zawrót głowy. Doskonale poradziliśmy sobie także z rozwiązaniem problemu przechowywania żywności. Po prostu nie musimy tego robić, gdyż w pełni zaopatrzony sklep zwykle znajduje się w bliskim dostępie naszych domów, w których zresztą zawsze mamy lodówkę.

I choć te kilka przykładów może się wydawać oczywistym minimum egzystencji człowieka XXI wieku, to dla poprzednich pokoleń byłby to skok cywilizacyjny na poziomie odkrycia przez nas teleportacji. Fakt, że możemy w bezpieczny i tani sposób przechowywać majątek, oraz że jest on wyrażany w powszechnie akceptowalnej walucie, a nie w liczbie posiadanych wsi, beczkach z solą czy drogich kamieniach, sprawia, że nasze życie wygląda zupełnie inaczej. Nigdy wcześniej w historii ludzkość nie miała takiej łatwości gromadzenia i magazynowania kapitału. Nigdy wcześniej nie było też tylu możliwości jego pomnażania. Pieniądz i utworzony przez niego finansowy krwioobieg stał się podstawą rozwoju każdej gospodarki. Jednostki mogą z niego czerpać pełnymi garściami, gdyż system automatyzuje równowagę pomiędzy tymi, którzy mają nadmiar wolnego kapitału a tymi, którzy go potrzebują.

Wydawanie posiadanych pieniędzy na dobra, których jedynym celem jest manifestacja ich posiadania, można zaklasyfikować pomiędzy niegospodarnością a naiwnością. Poruszanie się luksusowym samochodem, używanie najnowszego modelu iPhona, czy chwalenie ogromnym apartamentem nie świadczy o naszym bogactwie, a jedynie o wysokiej zdolności kredytowej. Zdobyć ją można na różne sposoby, niektóre kompletnie niezwiązane z naszym potencjałem do spłaty zobowiązań. A spłacić będzie trzeba znacznie więcej niż na ile się zadłużymy, co tylko zmniejszy posiadany przez nas majątek. Wydawanie gotówki na dobra konsumpcyjne również niesie za sobą poważny defekt – każdą kwotę możemy dziś zainwestować, a inflację można pobić już dzięki inwestycjom o niskim poziomie ryzyka. Innymi słowy, wydając gotówkę tracimy potencjalne zyski, jakie mogliśmy dzięki niej uzyskać.

Czy naprawdę powinniśmy się martwić o to, aby nasze pieniądze pracowały, a zadłużenie działało wyłącznie na naszą korzyść i finansowało inwestycje? Czy nie lepiej żyć tu i teraz, cieszyć się tym, że operator komórkowy chce nam „dać” nowszy model telefonu, a z banku dzwonią z propozycją podwyższenia limitu kredytowego? Jak najbardziej, możemy obrać tę ścieżkę, ale zaprowadzi nas ona dokładnie tam, skąd przyszliśmy – do finansowego średniowiecza, w którym przebywaliśmy przez wiele wieków. Wtedy nie trzeba było oszczędzać, bo majątek trudno było przechowywać, teraz również nie będzie to miało sensu, bo coraz wyższe raty kredytów i tak zabiorą nam wszystko.

Wraz z rosnącymi możliwościami przychodzi też coraz większa odpowiedzialność. Jedna chybiona decyzja finansowa może mieć ogromny wpływ na nasze życie, a takich przykładów na rynku można znaleźć bardzo dużo. Jeśli nie zaprzęgniemy pieniędzy do pracy, to będziemy stać w miejscu, podczas gdy inni będą budować majątek właśnie dzięki zgromadzonemu kapitałowi. W ciszy i bez ostentacji bogaci stają się coraz bogatsi, ponieważ inwestują. I coraz bardziej w tyle zostawiają biednych, którzy skupiają się wyłącznie na konsumpcji. Podawane w alarmującym tonie dane o rosnącej przepaści pomiędzy najbogatszymi a resztą świata pomijają jedną ważną kwestię. Wielu ludzi nie robi nic aby ich finansowe jutro było lepsze, a wręcz sabotuje je poprzez wydawanie pieniędzy, których jeszcze nie zarobili na rzeczy, których nie potrzebują. W efekcie korzystanie z tego samego systemu finansowego daje zupełnie odmienne rezultaty i to tylko od nas zależy czy wybierzemy drogę inwestora czy konsumenta.

 

PS: Powyższy artykuł został również opublikowany na łamach Equity Magazine 43, w którym znajdziesz więcej ciekawych tekstów. Nasz magazyn można pobrać bez opłat (link)

 

Przemysław Gerschmann

Założyciel Equity Magazine, aktywny inwestor giełdowy, zawodowo od lat związany z rynkiem kapitałowym. Szuka wartości wewnętrznej i wybitnych spółek w dobrych cenach, jednocześnie nie boi się inwestycji w nowe technologie. Współtwórca cyklu „Śladami Warrena Buffetta” i wierny fan „wyroczni z Omaha”.

 

Grafika: Designed by Rawpixel.com

 

Komentarze

Dodaj komentarz