Gdy praktyka nie czyni mistrzem, czyli dlaczego inwestowanie jest tak trudne

Reguła 10.000 godzin polega na tym, że jeżeli chcemy być w czołówce najlepszych w danej dziedzinie, bez względu na to czy jest to gra w szachy, programowanie czy nauka języka obcego, to musimy poświęcić na praktykę około 10.000 godzin. Można to przełożyć na 7 lat nauki, zakładając 4 godziny praktyki każdego dnia roku. Teorię tę spopularyzował Malcolm Gladwell, który w swojej książce „Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu” wskazuje na wiele przykładów, takich jak choćby Bill Gates czy The Beatles. I choć zasada 10.000 godzin Gladwella była wielokrotnie poddawana z większym lub mniejszym sukcesem krytyce, to niewątpliwie każdy obszar, w którym chcemy osiągnąć biegłość, wymaga praktyki. Trudno nie zgodzić się z prawdziwością stwierdzenia, że sukces wymaga przede wszystkim ciężkiej pracy i można je zastosować do praktycznie każdej dziedziny. Każdej, oprócz inwestowania.

Systematyczna praca na pewno sprawdza się w takich dyscyplinach jak sport czy muzyka, czyli w obszarach, w których reguły są nie tylko znane, ale i stabilne. Autorytety w tych dziedzinach nie zmieniają się często i łatwo mogą potwierdzić swoją dominację. W przypadku inwestycji mamy do czynienia z zupełnie innym światem, gdzie zasady gry mogą odwrócić się w każdym momencie. Metody, które jeszcze wczoraj dawał pewny sukces jutro mogą być bezwartościowe.

Michael Burry w “The Big Short” trafnie podsumował, że nie ma szkoły, która uczyłaby jak być wielkim inwestorem. Gdyby taka uczelnia faktycznie istniała to jej czesne powinno być horrendalnie wysokie i byłoby to w pełni uzasadnione. Nigdzie na świecie nie znajdziemy Harvardu dla inwestorów, rynek finansowy ma za nic nasze CV, jakość szkół i liczbę kursów, które do niego wpiszemy. Liczy się tylko wynik, jaki jesteśmy w stanie osiągnąć dzięki naszym umiejętnościom, a te są poddawane nieustannym testom w ciągle zmieniających się warunkach.

Elementem, który wzbudza szczególne kontrowersje w inwestowaniu jest rola szczęścia. Część osób kompletnie nie dopuszcza możliwości przyznania, że ma ono bardzo dużą rolę, obawiając się zachwiania ich własnego autorytetu czy nawet roli rynkowego guru. Inna część inwestorów mówi wprost o tym, że rola szczęścia na rynku kapitałowym jest ogromna. Sam Warren Buffet wielokrotnie powtarzał w wywiadach, że wątpi, aby mógł powtórzyć swój sukces, gdyby urodził się w innych czasach lub nawet w innym kraju. Określa sam siebie jako człowieka, którego w życiu spotkało wiele szczęścia, a w swoich radach inwestycyjnych nigdy nie poleca aktywnego inwestowania czy ślepego podążania za rynkowymi ekspertami, którzy rzekomo wiedzą lepiej od innych.

Zastanówmy się przez chwilę czy jest możliwe, aby nowicjusz trzymający pierwszy raz w życiu skalpel przeprowadził z powodzeniem fetoskopową operację rozszczepu kręgosłupa? Nie. Czy jest możliwe, aby amator zagrał koncert skrzypcowy d-moll op.47 Jeana Sibeliusa trzymając pierwszy raz w rękach skrzypce? Nie. A czy jest możliwe, aby przeciętny człowiek bez wykształcenia ekonomicznego ani doświadczenia wytypował spółki, które przyniosą mu kilkadziesiąt procent zysku? Tak, i zdarza się na to na tyle często, że mówi się nawet o szczęściu poczatkującego w inwestowaniu.

Najtrudniejsze w inwestowaniu jest powtórzenie sukcesu, prawo regresji do średniej jest bezlitosne i działa zarówno w przypadków amatorów, jak i profesjonalnych zarządzających. Wpływ na postrzeganie wyników inwestycyjnych mają także inne funkcje statystyczne. Jeśli 100.000 osób będzie rzucać monetą, to wśród nich znajdą się tacy, którzy wyrzucą orła 20 razy z rzędu. Niemniej ich szansa, aby moneta spadła tą samą stroną po raz 21 jest dokładnie taka sama jak przy pierwszym rzucie. Bez względu na to czy wierzymy w to, że inwestowanie na giełdzie to czysta statystyka i losowe błądzenie, czy nie, to nie można nie zgodzić się z tym, że szczęście odgrywa tutaj znaczącą rolę. Znani i szanowani inwestorzy światowej klasy są tego świadomi i starają się wykorzystać do maksimum ten mechanizm. Umiejętności, wiedza i doświadczenie oczywiście odgrywają znaczącą rolę w długim terminie, ale jest ona w znacznie mniejszym stopniu determinantem sukcesu niż we wspomnianych wcześniej dyscyplinach sportowych czy zawodach wymagających precyzji i sprawności.

Bez wątpienia jest grupa inwestorów, którzy wielokrotnie odnosili sukcesy na giełdzie. Odszyfrowanie ich sukcesu zajmuje nie tylko czas, ale także może prowadzić do błędnych wniosków. Metody, które były skuteczne kilka lat temu mogą obecnie już nie działać, a nawet powodować dodatkowe straty. Fora internetowe pełne są gotowych strategii i setupów, zwłaszcza z obszaru analizy technicznej. W wielu przypadkach były one testowane na rynku i generowały pozytywne stopy zwrotu. Nie oznacza to jednak, że ponownie dadzą zarobić, gdyż warunki rynkowe mogły już znacząco ulec zmianie. A zmiennych jest wręcz nieograniczona ilość – od rodzajów instrumentów finansowych, przez fazy sesji i rodzaje giełd, po okresy czasowe czy metody prowadzenia zyskownych strategii. Formacja świecowa czy wskaźnik stochastyczny, który działa na rynku azjatyckim niekoniecznie będzie też zarabiał na polskich kontraktach. Tajemnicą poliszynela jest to, że działające strategie są wystawiane na sprzedaż (lub udostępnianie za darmo na forach), dopiero gdy potencjał zysku z użycia danej metody znacząco się wyczerpał.

Daniel Kahneman w swojej książce „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym” opisuje ciekawy eksperyment przeprowadzony na grupie 25 doradców finansowych. Przeanalizował ich 8-letnie wyniki pracy i choć wszystkie z testowanych osób były przekonane o swoich ponadprzeciętnych umiejętnościach, to analiza pokazała coś zupełnie przeciwnego. Pomimo że spędzali oni duże ilości czasu na śledzeniu giełdowych wykresów, oglądanie newsów oraz lekturę fachowej prasy to ich wyniki inwestycyjne nie różniły się od średniej osiąganej przez osoby niebędące zawodowo związane z tą branżą. Kahneman wskazuje wprost, że osoby te były wynagradzane za szczęście, a nie za umiejętności, które prezentowały. Jego krytyka spotkała się z dużym oporem części środowiska, broniących ugruntowanego statusu quo, który gwarantuje osobom z branży domniemaną przewagę nad resztą uczestników rynku. Autor wskazuje, że zdecydowana większość zarządzających oblewa test konsekwencji dowożenia wyników i w okresie kilku lat często ci, którzy są najlepsi zaliczają również rok, w którym ich performance jest najgorszy w grupie porównawczej.

Wielu doświadczonych inwestorów z pewnością zgodzi się ze stwierdzeniem, że umiejętność nic nie robienia jest jedną z trudniejszych – a zarazem ważniejszych – w wachlarzu umiejętności koniecznych do osiągnięcia sukcesu w inwestowaniu. Jest to kolejna nieintuicyjna zasada wybitnie związana z inwestowaniem – w większości innych branż to aktywność daje nam przewagę i doświadczenie, a nie bierność. Chodzi tutaj zarówno o niepodejmowanie pochopnych decyzji o zaangażowaniu w dany walor, jak i o postawę w stosunku do pozycji, które już zajęliśmy. Ten drugi przypadek może być szczególnie trudny, często bowiem intuicja podpowiada nam, aby redukować pozycje zyskowne, a uśredniać te, które tracą. Prowadzi to do ograniczania zysków i maksymalizowania stratnych pozycji, a przecież efekt chcemy osiągnąć odwrotny.

Sztuka inwestowania opiera się w dużej mierze na doskonałym opanowaniu podstaw, które są przydatne na każdym poziomie inwestowania – zarówno u poczatkujących, jak i u profesjonalistów. Podstawowe zarządzanie ryzykiem, opanowanie emocji podczas zajmowania i trzymania pozycji czy pogłębienie swojej strefy kompetencji to obszary, które trzeba perfekcyjnie opanować jeśli chcemy w długim terminie zarabiać na giełdzie. Dla przykładu prosta zasada inwestowania, aby nigdy nie grać przeciwko silnemu trendowi jest konsekwentnie łamana nawet przez doświadczonych traderów, pomimo że wszyscy ją znają i się z nią mentalnie zgadzają. Widać to choćby wśród osób, które od lat próbują złapać szczyt na indeksie S&P500, który jak dotąd konsekwentnie ustanawia nowe historyczne maksima.

Jeśli natomiast zajmujemy się zawodowo doradztwem inwestycyjnym to często naszym najtrudniejszym zadaniem będzie ochrona klientów przed nimi samymi, czyli głównie tendencją do kupowania na szczytach i oddawania strat w momentach największej paniki. W większości przypadków walka z ludzką psychiką jest trudniejsza od stworzenia zaawansowanego DCFa, czy prowadzenia skomplikowanego systemu wskaźników technicznych. Profesjonalne inwestowanie to wyboista droga na szczyt, na który każdy musi odnaleźć własną ścieżkę i konsekwentnie nią podążać.

 

Przemysław Gerschmann

Założyciel Equity Magazine, aktywny inwestor giełdowy, zawodowo od lat związany z rynkiem kapitałowym. Szuka wartości wewnętrznej i wybitnych spółek w dobrych cenach, jednocześnie nie boi się inwestycji w nowe technologie. Współtwórca cyklu „Śladami Warrena Buffetta” i wierny fan „wyroczni z Omaha”.

 

Grafika: Designed by Freepik

Dodaj komentarz