„Kupuj akcje” – Warren Buffett napisał list, który pomógł zatrzymać kryzys

We wrześniu 2008 roku rozpoczął się jeden z największych światowych kryzysów finansowych.  Swoją genezę miał na rynku nieruchomości, który rozgrzany do granic pękł z hukiem, pogrążając za sobą sektor bankowy, który sekurytyzował dług hipoteczny, a  następnie inwestorów, którzy nabywali papiery dłużne opiewające na kwoty, które nigdy nie miały być zwrócone. Rynek finansowy implodował,  świat stanął przed widmem recesji, bezrobocie zaczęło niebezpiecznie rosnąć, a skutki kryzysu mieli odczuć także ci, którzy nie byli związani z rynkiem kapitałowym. Sytuacja na giełdzie była jednoznaczna: gwałtowna wyprzedaż do granic płynności zwiastowała głęboką bessę. W tej sytuacji dla większości oczywistym było, że należy pozbywać się akcji i szukać bezpieczeństwa trzymając w portfelach gotówkę. Dla prawie wszystkich – Warren Buffett postąpił zupełnie inaczej.

Warren Buffett bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z zagrożenia, w obliczu którego stanął świat w 2008 roku. Był świadkiem wielu kryzysów, podczas każdego był obecny na rynku, stąd też dysponował znacznie większym doświadczeniem niż większość ówczesnych inwestorów. Tymczasem zrobił coś, czego mało kto się spodziewał – zaczął masowo kupować amerykańskie akcje. Co więcej, raptem miesiąc po wybuchu kryzysu (za datę startu umownie uznaje się upadek Lehman Brothers 10 września 2008 roku) napisał list do inwestorów o tytule „Buy American. I Am.” opublikowany przez New York Timesa. Deklarował w nim, że właśnie teraz kupuje akcje i to na swój prywatny rachunek. Podał argumenty, które skłoniły go do takiego ruchu oraz postawił własne prognozy. List ten niesie ważne przesłanie na wielu obszarach i w mojej ocenie warto się z nim wnikliwie zapoznać. Dlatego zdecydowałem się go przetłumaczyć na język polski:

“Kupuj amerykańskie. Ja to robię.

Świat finansów jest w rozsypce zarówno w USA, jak i za granicą. Co więcej, jego problemy mają coraz bardziej negatywny wpływ na realną gospodarkę. W najbliższym terminie bezrobocie wzrośnie, spadnie aktywność biznesowa, a doniesienia z mediów nadal będą powszechnie wzbudzały strach.

Więc… kupuję amerykańskie akcje. Mówię tu o moim osobistym koncie, na którym dotychczas posiadałem wyłącznie amerykańskie obligacje. (Te słowa nie dotyczą moich udziałów w Berkshire Hathaway, które  są przeznaczone na działania dobroczynne). Jeśli ceny akcji nadal będą wyglądać atrakcyjnie to 100% mojego prywatnego majątku wkrótce będzie zainwestowane w amerykańskie akcje.

Dlaczego?

W inwestycjach kieruję się prostą zasadą: bój się, gdy inni są chciwi, bądź chciwy, gdy inni się boją. A z całą pewnością strach jest teraz wszechobecny i dusi nawet doświadczonych inwestorów. Z pewnością inwestorzy słusznie boją się o zalewarowane pozycje oraz spółki w przegranej sytuacji. Ale strach o długoterminową kondycję wielu dobrych amerykańskich przedsiębiorstw jest bezzasadny. Kryzys odbije się na tych firmach czkawką, ale nie będzie to dla nich nic nowego. Większość z nich ustawi nowe rekordy za 5, 10 i 20 lat od teraz.

Będę zupełnie szczery: nie jestem w stanie przewidzieć rynku kapitałowego w krótkim terminie. Nie mam żadnego pojęcia czy ceny akcji na koniec miesiąca wzrosną czy spadną – tak samo w przeciągu roku. Jednak to co jest pewne, to że rynek ruszy do góry jeszcze nim zmieni się sentyment i polepszy gospodarka. Więc jeśli będziesz na to czekać, to ominą cię wzrosty.

Mała dawka historii: podczas Wielkiego Kryzysu, 8 czerwca 1932 r. Dow Jones ustanowił dołek na wysokości 41 punktów. Warunki gospodarcze pogarszały się praktycznie aż do momentu, gdy Franklin D. Roosevelt przejął urząd prezydencki w marcu 1933 roku. Nim to nastąpiło, rynek już wzrósł o 30%. Kolejny przykład, z początku drugiej wojny światowej, gdy Stany Zjednoczone jeszcze przegrywały w Europie i na Pacyfiku. Giełda ustanowiła dołek w kwietniu 1942 roku, na długo nim Alianci zaczęli zdobywać przewagę. Ponownie, na początku lat 80., gdy szalała inflacja i gospodarka była w złym stanie, to był najlepszy czas na kupowanie akcji. W skrócie, złe wieści są najlepszym przyjacielem inwestora. Pozwalają kupić kawałek amerykańskiej przyszłości po promocyjnej cenie.

W długim terminie wiadomości dla giełdy będą dobre. W XX wieku Stany Zjednoczone przetrwały dwie wojny światowe i wiele innych traumatycznych i kosztownych konfliktów militarnych, Wielką Depresję oraz inne recesje, finansowe paniki, szok naftowy, epidemie grypy oraz kryzysy prezydenckie. Pomimo to Dow Jones wzrósł z 66 punktów do 11497 punktów.

Można pomyśleć, że było wręcz niemożliwe, aby w stuleciu tak silnych wzrostów jakiś inwestor stracił pieniądze na giełdzie. Ale niektórzy stracili. Niefortunnie kupowali akcje tylko wtedy, gdy czuli się komfortowo z sytuacją na giełdzie, a z kolei sprzedawali je, gdy w mediach panował niepokój.

Obecnie ci, którzy trzymają gotówkę, czują się komfortowo. Nie powinni. W długim terminie wybrali fatalną klasę aktywów, która nie płaci praktycznie żadnych odsetek, a jej wartość z czasem spada. Nadchodzące działania rządu z pewnością doprowadzą do wzrostu inflacji, a co za tym idzie, spadku realnej wartość gotówki.

Jest praktycznie pewne, że w następnej dekadzie akcje będą znacząco lepszą lokatą kapitału niż gotówka. Inwestorzy, którzy uciekają teraz do gotówki sądzą, że później będą potrafili wstrzelić się w korzystny moment rynkowy. W oczekiwaniu na dobre wiadomości ignorują znane powiedzenie hokeisty Wayna Gretzkiego: „jadę tam, gdzie krążek może być, a nie gdzie już był”.

Nie lubię wydawać opinii na temat rynku i jeszcze raz podkreślam, że nie wiem jak giełda się zachowa w krótkim terminie. Jednakże podążam za hasłem jakim reklamuje się restauracja, która powstała w miejscu zamkniętego banku – niech twoje usta przemówią pieniędzmi. A zarówno moje usta, jak i pieniądze mówią teraz akcje.”

Warren E. Buffett, CEO Berkshire Hathaway

 

Waga tego listu jest nie do przecenienia, choć powstał 10 lat temu to nadal jest aktualny i możemy go odnieść do wielu bieżących sytuacji (tutaj znajduje się oryginał po angielsku). Pisząc go Warren Buffett zaryzykował całą swoją reputację, stając samotnie naprzeciw huraganu, który rozpędzał się na rynkach finansowych. Mógł przecież w ciszy skupować akcje i pochwalić się tym dopiero, gdy jego prognozy okazałyby się trafne. Co więcej, nie musiał inwestować na własny rachunek, przecież był (i nadal jest) prezesem holdingu Berkshire Hathaway dysponującego miliardami dolarów. Gdyby się pomylił straciłby nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim budowaną od wielu lat reputację „wyroczni z Omaha”, największego inwestora wszechczasów.

Dziś wiemy, że Warren Buffett się nie pomylił, a ryzyko, które wtedy wziął na siebie spłaciło się z nawiązką. Niebawem po wybuchu kryzysu amerykański bank centralny rozpoczął bezprecedensową interwencję na rynku monetarnym, a  w ślad za nim poszły banki centralne innych światowych mocarstw. Program „quantitative easing”, czyli luzowania ilościowego, oraz jego kolejne rundy doprowadziły do zahamowania skutków kryzysu oraz wyprowadziły amerykańską gospodarkę na nowe wyżyny, umacniając jej dominację na świecie. Prognoza Warrena się sprawdziła, choć jeszcze nie w pełni. Przewidywał on, że z czasem działalność banków centralnych doprowadzi do silnej inflacji, która zmniejszy realną wartość gotówki, a jak wiemy dotąd do tego nie doszło. Od tego czasu jednak nie zmienił zdania i nadal aktywnie akumuluje akcje. Najwyraźniej jego rekomendacja nadal jest aktualna: wybieraj akcje, nie gotówkę.

PS: Warto dodać, że Warren Buffett nie tylko idealnie trafił z czasem swojej inwestycji (wykres powyżej), ale postawił też na najsilniejszy rynek. Porównując krajowe ETFy (licząc w dolarach w ujęciu total return) najwięcej, bo blisko 200% zyskał rynek amerykański. Na kolejnych miejscach jest Hong Kong (131%), Tajwan (127%), Szwecja (106%) i Szwajcaria (101%). Niestety polski szeroki rynek nadal znajduje się poniżej rekordów z 2008 roku…

 

“Kupuj akcje” to część cyklu Śladami Warrena Buffetta, w którym razem z Tomkiem Jaroszkiem z Doradca.tv próbujemy rozłożyć na czynniki pierwsze wyrocznię z Omaha, analizując jego przeszłość, metody inwestycyjne, książki i historyczne transakcje. Zapraszamy także do zamkniętej grupy na facebooku, gdzie publikujemy dużo dodatkowych materiałów. 

 

Przemysław Gerschmann

Założyciel Equity Magazine, aktywny inwestor giełdowy, zawodowo od lat związany z rynkiem kapitałowym. Szuka wartości wewnętrznej i wybitnych spółek w dobrych cenach, jednocześnie nie boi się inwestycji w nowe technologie. Współtwórca cyklu „Śladami Warrena Buffetta” i wierny fan „wyroczni z Omaha”.

Dodaj komentarz