Metascenariusz rynkowy – czy i jak go budować

Większość inwestorów przed podjęciem decyzji transakcyjnej zakłada wystąpienie określonego scenariusza rynkowego. Mogą to być dobre dane kwartalne, które przełożą się na wzrost cen lub przeciwnie, zapowiedź opóźnienia w wypłacie odsetek od obligacji korporacyjnych, która zepchnie w przepaść notowania tych papierów. Metascenariusz rynkowy jest rozwinięciem takiego właśnie podejścia.

Niemal każdy inwestor posiada logiczne uzasadnienie dla dokonywanych przez siebie transakcji. Przykładem takiego myślenia jest moja decyzja o kupnie, kilka miesięcy temu, akcji jednego z banków. Z jednej strony notowania tej spółki znalazły się na bardzo atrakcyjnych poziomach cenowych wskazujących na możliwość wystąpienia odbicia w górę. Ponadto, bank regularnie wypłaca wysoką dywidendę, a relacja ceny kupna do wysokości wypłacanej dywidendy również była w tym czasie bardzo korzystna. Wobec braku jakichkolwiek sygnałów do niepokoju postanowiłem zakupić akcje, które już w przeciągu trzech kolejnych tygodni wzrosły o kilkanaście procent, a na przestrzeni lat powinny płacić sowitą dywidendę.

Budowa przeciętnego scenariusza rynkowego.

Powyższy przykład dość dobrze prezentuje konstrukcję scenariusza rynkowego tworzonego przez wielu inwestorów. Obserwując zachowania poszczególnych walorów, analizujemy hipotetyczne warianty, które mogą zaistnieć. Wielką rolę odgrywają tu powiązania logiczne i przyczynowo-skutkowe, gdyż to właśnie one pozwalają na przełożenie jednych faktów na drugie.

Wiedząc, że coś się dzieje (fakt) oraz znając powiązania logiczne, realne lub domniemane, z innymi obszarami lub podmiotami (powiązanie), jesteśmy w stanie przewidzieć lub antycypować zaistnienie określonego rezultatu (skutek). W taki właśnie sposób działa tworzenie scenariuszy rynkowych.

Wiemy, że notowania spółki uzależnione są od jej wyników finansowych. Zakładając, że wyniki będą dobre, zakładamy również wzrost notowań. Antycypując taki właśnie przebieg zdarzeń możemy podjąć decyzję o zakupie akcji tej spółki.

Większość inwestorów działa w oparciu o podobny mechanizm. Wyjątkiem mogą być osoby zajmujące się stricte tradingiem, wykorzystujące statystyczne i historyczne prawidłowości do podejmowania decyzji transakcyjnych na kontraktach terminowych lub parach walutowych. W tym wypadku proces nie jest skoncentrowany na pojedynczym przypadku, ale na ogólnych zasadach rządzących rynkami finansowymi.

Oczywiście nie jest powiedziane, że każdy taki scenariusz musi się sprawdzić. Po publikacji dobrych danych notowania spółki mogą zaliczyć korektę spadkową. W tym wypadku inwestor źle ocenił sytuację, mylnie powiązał wyniki firmy z zachowaniami cen lub nie uwzględnił innych czynników, jak chociażby silnych wzrostów poprzedzających publikację danych. Nie każdy scenariusz się sprawdza.

Metascenariusz – gra o wielką stawkę.

Weźmy teraz zwykły scenariusz rynkowy oraz rozbudujmy go o kilka dodatkowych elementów, jak chociażby zależności pomiędzy kilkoma różnymi podmiotami oraz prawidłowości w skali globalnej.

Przykładem takiego metascenariusza jest analiza przeprowadzona przez Jima Rogersa, osobę znaną w świecie inwestycji. W 2008 roku, kiedy ceny ropy zbliżały się do 140 dolarów za baryłkę, Rogers stwierdził, że są one na tyle wysokie, aby wywołać konkretne skutki na wielu różnych aktywach. Pamiętając, że ropa nie służy tylko jako paliwo, a jej pochodne są szeroko wykorzystywane w przemyśle tekstylnym, Rogers zasugerował, że jej wysokie ceny, w połączeniu z modą na bycie eko, przełożą się na wzrost cen bawełny, będącej główną alternatywą dla tkanin z tworzyw sztucznych. Na zamieszczonym obok wykresie widać, że notowania bawełny w ciągu następnych 30 miesięcy wzrosły z poziomu 30 dolarów do 220 dolarów.

Trudno jest jednoznacznie przesądzać, czy tylko ten jeden czynnik – wzrost cen ropy naftowej – miał wpływ na tak znaczny wzrost notowań bawełny. Mimo tego omówiony przypadek jest idealnym omówieniem istoty metascenariusza rynkowego. Inwestor dostrzega jakiś stan rynku, a następnie analizuje powiązania pomiędzy zachowaniami innych instrumentów finansowych, oceniając skutki, jakie mogą się ujawnić.

Tym, co jest tu istotne, jest analiza międzyrynkowa. Inwestor nie dokonuje prognoz dla jednego aktywa, ale w sposób logiczny konstruuje ciąg zdarzeń, które mogą pociągnąć za sobą inne konkretne efekty.

Metascenariusz można zbudować niemal wszędzie.

W zasadzie każdy może budować podobne scenariusze, nie tylko w świecie inwestycji. Wiedząc, że są określone tendencje na rynku (np. starzenie się społeczeństwa) i łącząc je z innymi faktami (np. coraz większe zapracowanie osób młodych), można stworzyć firmę świadczącą usługi w zakresie opieki nad osobami w podeszłym wieku. To już się dzieje i jest całkiem konkretną możliwością biznesową.

Przenosząc to na świat inwestycji, również można wykorzystywać podobne zależności. Przykładem jest chociażby firma meblowa Forte oraz Pfleiderer Grajewo, będąca dla Forte głównym dostawcą płyt meblowych. Jakiekolwiek większe wydarzenie uderzające w jedną ze spółek, z pewnością odbije się na wynikach finansowych (i cenie akcji) drugiej.

Jednak najbardziej spektakularne przykłady metastrategii można konstruować w wariancie globalnym, mając do dyspozycji zarówno rynki surowcowe i walutowe, jak również indeksy giełdowe i wszystkie rodzaje instrumentów pochodnych.

To właśnie metastrategią były wydarzenia opisywane w książce Wielki Szort, autorstwa Michaela Lewisa. Jej bohaterowie, jako jedni z niewielu, dostrzegli bańkę na amerykańskim rynku nieruchomości. Trafnie wytypowali zależności wpływające na takie, a nie inne wyceny obligacji hipotecznych, a następnie zajęli pozycje przeciwne. Wszystko to w oparciu o precyzyjnie skonstruowaną analizę powiązań i zależności oraz postawioną tezę.

Co trzeba wiedzieć, aby zbudować własny metascenariusz?

Podstawą jest oczywiście wiedza na temat powiązań pomiędzy różnymi klasami aktywów finansowych oraz umiejętność wyczucia, kiedy nadarza się okazja do zawarcia korzystnej transakcji. Jedno i drugie przychodzi z rynkowym doświadczeniem, jednak systematyczne rozwijanie się w dziedzinie wiedzy o rynkach finansowych może znacząco zwiększyć szanse inwestora.

Po pierwsze, warto nieustannie zadawać sobie pytanie, czy obecny stan jakiegoś instrumentu finansowego nie jest stanem skrajnym. Mówiąc wprost, trzeba wiedzieć czy coś nie jest aktualnie za tanie lub za drogie w stosunku do wartości średnich. Przecież przez większość czasu instrumenty finansowe poruszają się na przeciętnych wartościach, zaledwie raz na jakiś czas zapuszczając się na ekstrema cenowe. To właśnie powroty z takich “wycieczek” dają najlepsze okazje inwestycyjne.

Po drugie, należy umiejętnie przeanalizować przyczyny, które stoją za takim stanem rzeczy, a następnie wyodrębnić czynniki, które przemawiają za powrotem do historycznej średniej. Być może dotychczasowy trend będzie kontynuowany, a rynek nie zawróci w miejscu, które wytypowaliśmy.

Po trzecie, należy wiedzieć, jak na tym zarobić. Metascenariusz nie zakłada zwyczajnego zajęcia pozycji przeciwnej, ale odszukanie takiego punktu w systemie powiązań i zależności, który spowoduje wręcz eksplozję i da okazję do bardzo wysokich zysków. Oczywiście my jako inwestorzy musimy mieć możliwość zarobienia na tym wariancie. Nie zyskamy na wzroście wartości spółki, której akcje nie są dostępne w obrocie.

Po czwarte, należy mieć świadomość, że nasze myślenie, chociażby oparte na bardzo solidnych podstawach, może być zawodne. Dlatego też nie każdy precyzyjnie zbudowany metascenariusz okaże się dla nas rzeką złota. Wielu już było takich, którzy cały swój portfel stawiali na krach rynkowy, który ostatecznie nie następował.

Czy już teraz można znaleźć atrakcyjny metascenariusz?

Oczywiście, z pewnością jest ich wiele, lecz cała trudność polega na umiejętnym ich odnalezieniu i wykorzystaniu.

Scenariuszem, który mam obecnie “na tapecie” są historycznie niskie stopy procentowe zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Zakładam, że prędzej czy później proces ten się odwróci, przy czym sądzę, że moment ten jest raczej bliski.

Pierwszym i najbardziej oczywistym rozwiązaniem jest zajęcie długich pozycji na instrumentach pochodnych notowanych na stopę procentową. Drugim rozwiązaniem są obligacje, których ceny i rentowności również uzależnione są od rynku stóp procentowych. Sam posiadam otwartą krótką pozycję na niemieckich Bundach, która już teraz przynosi mi zyski, wynikające dodatkowo ze wzrostu kursu EUR/PLN. A więc już mamy wzmocnienie tego efektu.

Gdzie jeszcze może ujawnić się wzrost stóp procentowych? Kto na tym zyska, kto straci? Gdzie można zająć pozycje długie, gdzie krótkie, a gdzie zrobić arbitraż? Z tymi pytaniami Was zostawiam.

Radosław Chodkowski

Grafika: Designed by Freepik