Philip Fisher – zwykły człowiek, niezwykły inwestor

Ilekroć Warren Buffett jest pytany o rekomendację książek zawsze poleca te same tytuły. Najważniejszą jest „Inteligentny Inwestor”, a zaraz po niej „Security Analysis” napisane przez Benjamina Grahama, największego mentora Buffetta. Trzecią z książek jest pozycja napisana właśnie przez Philipa Fishera, zatytułowana „Zwykłe akcje, niezwykłe zyski”. Była to pierwsza książka o inwestowaniu w historii, jaka znalazła się na liście bestsellerów „New York Timesa”. Dzięki inicjatywie wydawnictwa Maklerska książka ta jest ponownie dostępna na naszym rynku w języku polskim.

W poszukiwaniu spółek wzrostowych

Philip Fisher jest uważany za nestora szkoły skupiającej się na spółkach wzrostowych. Urodził się w 1907 roku i podobnie jak Warren Buffett zainteresował się inwestycjami już w bardzo młodym wieku, dzięki rodzinnym rozmowom o giełdzie. Pierwsze akcje kupował już będąc nastolatkiem, a zajęcie te fascynowało go tak bardzo, że postanowił podjąć studia biznesowe na Uniwersytecie Stanford. Już po na pierwszym roku rozpoczął pracę na rynku kapitałowym. W 1928 roku został zatrudniony w jednym z banków i zajmował się sprzedażą nowych emisji obligacji. Zajęcie to określił jako „intelektualnie nieuczciwe”, gdyż on sam (ani nikt w firmie) nie znał wartości jaką reprezentowały te papiery, a tym bardziej nie był w stanie oszacować jej ich nabywcy. Przy pierwszej nadarzającej się okazji zajął się pracą analityczną, do której miał nietypowe podejście. Zlecono mu zapoznanie się z rynkiem odbiorników radiowych. Po przeczytaniu danych finansowych i raportów kwartalnych udał się do kilku sklepów elektronicznych, aby porozmawiać ze sprzedawcami oraz klientami i poznać ich opinie na temat produktów. Szybko się zorientował, że analitycy giełdowi oraz klienci stawiają na zupełnie inne firmy. Jak później pisał w swojej książce „była to cenna lekcja, która stała się fundamentem mojej filozofii inwestycyjnej: nie można podejmować decyzji inwestycyjnych tylko w oparciu o sprawozdania finansowe”. Od tego momentu Fisher zawsze starał się pozyskiwać opinie osób, które pracowały w analizowanych spółkach, były ich konkurentami bądź klientami.

Co ciekawe, Philip Fisher podobnie jak Graham spodziewali się nadejścia Wielkiego Kryzysu. Obaj widzieli, że giełdowe wzrosty są oderwane od fundamentów, a rynek jest napuchnięty od inwestycji branych na kredyt. Jednak mimo celnej prognozy także Philip Fisher nie zdołał ochronić się przed spadkami. Graham zakupił akcje zaraz po pierwszej fali spadków, licząc na szybkie odbicie. Natomiast Fisher napisał w 1929 roku raport dla swojego pracodawcy, wieszczący rychły krach na giełdzie, po czym… zainwestował sporo swoich prywatnych pieniędzy w akcje, które wydawały mu się nadal być niedowartościowane. Była to dla niego kolejna lekcja, niska cena akcji nie jest gwarancją ich wartości. Innymi słowy to, że cena na giełdzie spadła do historycznych minimów nie oznacza, że jest to dobra okazja dla osoby inwestującej w wartość. Jego zdaniem inwestor nie powinien szukać tanich akcji, ale takich, których cena jest niska w porównaniu do zysków jakie spółka ta będzie generować w przyszłości. Jest to dokładnie to samo podejście jakie Warren Buffett przyjął od lat 70.

Pomimo pierwszej poważnej porażki Philip Fisher nie dał za wygraną, choć miał znacznie mniej szczęścia niż Graham, który zaczął pracę znacznie wcześniej i zdążył znacząco się wzbogacić nim nadszedł Wielki Kryzys. Philip Fisher po odejściu z banku otworzył własną firmę inwestycyjną, Fisher&Co. Miał jednak duży problem z pozyskaniem klientów. Trwała depresja gospodarcza, a rynek giełdowy odstraszał przeciętnych Amerykanów od inwestowania na giełdzie. Benjamin Graham w tych latach dysponował nie tylko sporym majątkiem, ale przede wszystkim reputacją kompetentnego akademika, a zajęcia, które prowadził na uczelni przysparzały mu zainteresowania i zaufania. Z kolei Philip Fisher w owych czasach nie znaczył jeszcze nic na rynku giełdowym, był bardzo młody i nierozpoznawalny. Nie dał się jednak zniechęcić i prowadził swoją firmę aż do wybuchu II Wojny Światowej, podczas której przez ponad 3 lata pracował dla armii USA. Czas ten wykorzystał na przemyślenie swoich dotychczasowych decyzji inwestycyjnych i po powrocie do cywila z nową energią ponownie zajął się giełdą.

Skupił się na poszukiwaniu spółek, które w przyszłości mają największy potencjał do wzrostów. Jedną z jego najbardziej znanych inwestycji jest Motorola, której akcje nabył już w 1955 roku, gdy powszechnie była uważana za spółkę wysoce spekulacyjną. Nim Philip Fisher przeszedł na emeryturę, co miało miejsce w 1999 roku, Motorola wypracowała dla niego kilka tysięcy procent zwrotu. Mało popularne w tamtych czasach spółki technologiczne były jego głównym obszarem zainteresowania. Można tylko żałować, że Fisherowi nie było dane grać na giełdzie po okresie największej świetności Doliny Krzemowej. Bardzo możliwe, że byłby jednym z wczesnych inwestorów w Google czy Fecebooka.

 

Koncentracja, dywersyfikacja i długi termin

Philip Fisher wyraźnie poruszał się w kręgu kompetencji, tak bardzo charakterystycznego dla Warrena Buffetta. Choć on sam nie używał tego pojęcia to koncentrował się na tych obszarach biznesu, które znał najlepiej i w ich ramach szukał wybitnych spółek. Pomimo dużego doświadczenia inwestycyjnego często tracił pieniądze, gdy zajmował się spółkami z branż, których dobrze nie znał. Jest to doskonały dowód na to, że samo doświadczenie w handlu akcjami nie wystarczy – inwestor musi znać obszar biznesowy, w którym się porusza.

Fisher nie był zwolennikiem zbytniej dywersyfikacji i uzależniał ją od pozycji rynkowej spółek w które inwestował. W swojej książce sugerował, że o ile koncentrujemy się na spółkach o ugruntowanej pozycji to wystarczy jeśli swój kapitał podzielimy po równo pomiędzy 5 różnych firm. Jeżeli są to firmy z pewnym doświadczeniem, ale jeszcze nie zostały liderami w swoich niszach to dywersyfikacja powinna być w przedziale 8-10% posiadanego kapitału na spółkę. Natomiast w przypadku najmłodszych firm, które dopiero się rozwijają, nie powinno to być więcej niż 5% majątku inwestycyjnego.

Ponadto inwestor powinien z rozwagą dodawać kolejne spółki do swojego portfela, gdyż zawsze musi mieć czas na śledzenie wszystkich posiadanych akcji. Oprócz danych finansowych Fisher śledził wiele czynników jakościowych dotyczących posiadanych w akcji, jak np. zmiany kadrowe na istotnych stanowiskach oraz stale chciał mieć możliwość kontaktu z kierownictwem firmy. Jego zdaniem nadmierna dywersyfikacja i inwestowanie jednocześnie w długą listę spółek nie jest dowodem talentu inwestora, ale wręcz przeciwnie – świadczy o jego braku pewności siebie. Warren Buffett poszedł nawet dalej, stwierdzając, że takie podejście przyczynia się do obniżenia wyników inwestycyjnych i zrównaniu ich ze średnią jaką można osiągnąć lokując pasywnie kapitał w indeksy szerokiego rynku, takie jak np. S&P500. Obaj panowie wierzyli, że zamiast posiadania największej liczy spółek lepiej jest mieć w portfelu tylko te najlepsze.

Kiedy sprzedawać akcje

Warren Buffett i Philip Fisher zgadzali się także jeśli chodzi o okres trzymania akcji w portfelu. Ich zdaniem te najlepsze firmy powinny się tam znajdować jak najdłużej. Philip Fisher dopuszczał kilka możliwości, w których konieczne było pozbycie się akcji. Pierwszy i najbardziej oczywisty przypadek to sytuacja, w której sam inwestor popełnił błąd w analizie spółki. Wbrew pozorom przyznanie się do błędu może nie być łatwą decyzją, niemniej szybkie wychwycenie naszej pomyłki pozwoli na ograniczenie strat.

Fisher uważał, że należy pozbyć się akcji danej spółki w sytuacji, gdy wraz z upływem czasu przestają one spełniać kryteria jakościowe przez niego przygotowane. Przykładowo, kierownictwo firmy mogło osiąść na laurach i firma utraciła pozycje lidera innowacji w swojej branży. Koronnym przykładem takiej firmy jest Nokia, która niegdyś trzymała palmę pierwszeństwa na rynku telefonów komórkowych, a dziś młode pokolenie praktycznie nie rozpoznaje już ich produktów. Zmianie mógł ulec także sam rynek produktów. Kodak, który od wielu lat z sukcesami działał na rynku fotograficznym został zdetronizowany przez smartfony, które z każdą generacją oferują coraz lepszej jakości aparaty. Przykłady te potwierdzają ważność posiadania własnego kręgu kompetencji, którego czasem brakuje nawet firmom z tej samej branży.

Fisher wyznawał regułę trzech lat, zgodnie z którą należy sprzedać akcje danej spółki, jeśli w przeciągu trzech lat jej wyniki są gorsze od konkurentów z branż i to nawet jeśli nadal jesteśmy przekonani o jej wysokiej wartości wewnętrznej. Fisher przy decyzji o pozbyciu się akcji nie sugerował się wskaźnikiem Cena do Zysku (w przeciwieństwie do Grahama). Jego zdaniem wysoki poziom C/Z utrzymujący się przez długi czas jest usprawiedliwiony w przypadku spółek z dużym potencjałem rozwoju, a inwestor może się nigdy nie doczekać jego spadku do niskich poziomów, których wymagał Benjamin Graham.

Warren Buffett tak pisze o autorze: „Po przeczytaniu “Zwykłych akcji, niezwykłych zysków” próbowałem skontaktować się z Philem Fisherem. Kiedy go w końcu spotkałem, zrobił na mnie równie silne wrażenie, jak wcześniej jego pomysły. Korzystanie z technik proponowanych przez Phila umożliwia dogłębne zrozumienie zasad funkcjonowania biznesu i pozwala na zaciąganie inteligentnych zobowiązań inwestycyjnych.”

Choć książka „Zwykłe akcje, niezwykłe zyski” została napisana ponad 50 lat temu to prezentuje aktualne i praktyczne podejście do biznesu oraz inwestycji. Philip Fisher, który jest jednym z najbardziej znanych amerykańskich inwestorów, porusza w niej wiele praktycznych tematów. Kiedy kupować akcje, a kiedy je sprzedawać, jak odróżnić wspaniałe spółki od przeciętnych, kiedy unikać tłumu, a kiedy za nim podążać, po co czytać raporty finansowe i czego w nich szukać, w jakich przypadkach skupić się na analizie danych, a w jakich zaufać naszej intuicji. Każdy inwestor znajdzie w tej książce wiele koncepcji, które może z powodzeniem zastosować inwestując na polskiej giełdzie. Dla tych, którzy szukają wartości w spółkach oraz akcji, które mają przed sobą duży potencjał, jest to lektura absolutnie obowiązkowa.

Zainteresowanych odsyłam na stronę Maklerska.pl, gdzie ruszyła sprzedaż książki.

 

Przemysław Gerschmann

Założyciel Equity Magazine, aktywny inwestor giełdowy, zawodowo od lat związany z rynkiem kapitałowym. Szuka wartości wewnętrznej i wybitnych spółek w dobrych cenach, jednocześnie nie boi się inwestycji w nowe technologie. Współtwórca cyklu „Śladami Warrena Buffetta” i wierny fan „wyroczni z Omaha”.

Dodaj komentarz