Sniper celuje w hossę

Rozmowa o rynku, zarządzaniu aktywami i karierze w finansach z Kamilem Gaworeckim z Sniper FIZ

Equity Magazine: Po wielu latach zdobywania doświadczenia w korporacjach otworzyłeś swój własny fundusz. Skąd taka decyzja akurat teraz?

Kamil Gaworecki: Już gdy rozpoczynałem karierę w finansach moim celem było stworzenie własnego funduszu. Pamiętam, że jako 20-latek wspominałem o tym na rozmowach kwalifikacyjnych, co wywoływało raczej rozbawienie u moich rozmówców. Wtedy realia rynkowe były zupełnie inne niż teraz, gdyż mówimy o szczycie hossy w 2007 roku, po którym rynek mocno się skomplikował. W minionym roku podjąłem decyzję, aby wziąć ryzyko uruchomienia własnego biznesu i tak powstał Sniper FIZ.

Equity Magazine: Czyli fundusz zamknięty inwestujący głównie na polskim rynku?

KG: Dokładnie, jest to fundusz absolutnej stopy zwrotu inwestujący głównie w akcje, z naciskiem na małe spółki. Nie mamy zdefiniowanego fokusu branżowego, ale wychodzimy z założenia, że największą wartość dodaną możemy wygenerować właśnie w segmencie small capów.

EM: Z czego wynika wasza przewaga, głównie z selekcji?

KG: Tak, mamy duże doświadczenie w obszarze małych firm, ponadto możemy być szybsi i bardziej elastyczni niż duże podmioty i jesteśmy bardzo aktywni na tym rynku. Często jeździmy na spotkania z władzami spółek, dogłębnie analizujemy ich biznes i nie boimy się niskich kapitalizacji, których unikają większe fundusze. Oceniając spółkę koncentrujemy się nie tylko na tym czy podoba się ona nam, ale też bierzemy pod uwagę czy spodoba się rynkowi po wyższych cenach. Oczywiście w naszym portfolio można też znaleźć spółki z wielomiliardową kapitalizacją, nie stronimy od WIGu20 ani rynków zagranicznych, jednak trzon portfela stanowią małe spółki.

EM: Pomimo niedawnych wzrostów nadal można znaleźć na naszym rynku spółki, których wycena jest bardzo atrakcyjna. Pytanie, jak widzisz naszą giełdę w perspektywie kilku lat?

KG: Tak jak mówisz, nasza giełda po latach marazmu wreszcie zaczęła lepiej performować. Jeśli jednak porównamy te wzrosty z hossą na zachodnich parkietach czy choćby u naszych sąsiadów, np. na Węgrzech, wygląda na to, że jest to dopiero początek trendu wzrostowego. Większość ryzyk, których obawiali się inwestorzy już się zmaterializowało i nie wywołały one większych wstrząsów poza krótkoterminowymi tąpnięciami, które były raczej „buying opportunities”.

EM: Masz na myśli ryzyka wewnętrzne?

KG: Tak – choć nie tylko. Brexit, wybory w USA, kwestia OFE, podatek bankowy, kredyty frankowe to główne ryzyka, które już w większości zostały wycenione. Oczekiwałbym, że trend wzrostowy jeszcze potrwa. Dopiero teraz fundusze akcyjne zaczęły pokazywać wysokie stopy zwrotu, co przyciąga rosnące napływy środków od inwestorów oraz przekłada się na rosnącą ilość aktywnych rachunków maklerskich. Daleko nam jeszcze do sytuacji z 2007 roku. O formowaniu szczytu można mówić wtedy, gdy wszyscy kupują, a inwestorzy nie obawiają się korekty, nie mówią o wysokich wycenach i przegrzaniu rynku. Takiej sytuacji na pewno jeszcze nie mamy, zwłaszcza jeśli chodzi o sentyment inwestorów.

EM: Niewątpliwie trudno mówić o tak wysokim zainteresowaniu giełdą przez Polaków jak to miało miejsce dekadę temu. Co więcej, depozyty gospodarstw domowych są na rekordowo wysokich poziomach i to przy bardzo niskich stopach procentowych. Co Twoim zdaniem musiałoby się stać, aby te środki zaczęły szerzej płynąć na giełdę?

KG: Jest kilka czynników strukturalnych. Dziesięć lat temu giełda po prostu była modna. Wtedy inwestowali praktycznie wszyscy – studenci, ludzie w średnim wieku i emeryci. Giełda była fajna i trendy, a teraz tak nie jest.

EM: Obecnie bardziej na czasie są startupy niż inwestycje na GPW.

KG: Tak, generalizując, teraz wszyscy są raczej właścicielami startupów, a nie inwestorami giełdowymi, jest to w pewnym sensie znak czasów i z tym nie wygramy. Natomiast giełda oczywiście nadal ma szansę przyciągnąć rzesze inwestorów. Już teraz fundusze zaczęły pokazywać wysokie stopy zwrotu, które jak wiemy oddziaływają na wyobraźnię inwestorów. Przełożenie się giełdowych zwyżek na napływy wymaga jednak 3-4 kwartałów dobrego zachowania rynku akcji. Nie wystarczy jednak udany kwartał czy dwa, największe znaczenia mają wysokie roczne stopy zwrotu, które już pojawiły się w 2016 roku. Co ważne, napływy na rynek muszą stać się masowe, co zapewni utrzymanie trendu wzrostowego. Giełdzie może pomóc także wzrost stóp procentowych, który obniży atrakcyjność inwestycji w nieruchomości, które, moim zdaniem, są w obecnym okresie dużą konkurencją dla rynku akcyjnego. Klienci chętnie inwestują w rozgrzany rynek nieruchomości przy tanim pieniądzu zarówno w nieruchomości komercyjne, jak i mieszkaniowe. Jako trzeci czynnik, który powinien wspierać przepływ środków z rekordowej bazy depozytowej na GPW wymieniłbym nakierowanie marketingu instytucji finansowych na sprzedaż funduszy akcji. Klient często nie wie gdzie ma ulokować środki zgromadzone w banku i dużo zależy od tego, jaką ofertę funduszu przedstawi mu doradca. Stąd polityka instytucji i pośredników finansowych jest tutaj tak ważna.

EM: Model, o którym mówisz, w którym klient decyduje się na inwestycję, kierując się głównie ofertą największych instytucji, wydaje się powoli tracić na popularności.

KG: Świadomość inwestorów rośnie, obserwują to, co dzieje się na Zachodzie i jak zmienia się oferta u nas w kraju i widzą, że nie są skazani na to, aby inwestować wyłącznie w dużych, miliardowych funduszach. Mogą również oddać środki pod zarządzanie do rozwiązań autorskich o mniejszych aktywach. Moim zdaniem rynek butikowych FIZów będzie rósł i dzięki temu każdy inwestor znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Nasze społeczeństwo się bogaci, a liczba osób, które mogą sobie na to pozwolić też rośnie. Przez kilkanaście lat rynek mocno się zmienił. Bankowe TFI zostały zdominowane przez duże niezależne instytucje, które są tańsze, lepiej zarządzane i bardziej elastyczne. Teraz ten krajobraz uzupełniają autorskie FIZy.

EM: Od szczytu hossy zmienił się również rynek pracy. Mając za sobą owocną karierę w korporacji oraz pierwsze sukcesy na polu własnego funduszu co poradziłbyś osobom, które wiążą swoją przyszłość z sektorem finansowym?

KG: Wiele się w tym obszarze zmieniło w ostatnich 10 latach. Faktycznie, gdy ja startowałem na rynku to drzwi otwierały licencje finansowe. Teraz to się istotnie zmieniło, rynek się skurczył, a przybyło pracowników. W ostatnim czasie zaczyna on odżywać i wydaje mi się, że rynek kapitałowy może znowu być atrakcyjnym miejscem do pracy. W dalszym ciągu warto podkreślać swoje kompetencje poprzez wyrobienie licencji finansowej, natomiast obecnie znacznie bardziej wartościowa jest praktyka. Na pewno sam bardziej ceniłbym pracownika, który posiada udokumentowaną praktykę i który potrafi zarabiać na rynku, a nie tylko posiada wykształcenie teoretyczne. Mówiąc wprost, wyciąg z rachunku maklerskiego jest najlepszym dowodem dla osoby bez doświadczenia zawodowego na posiadanie praktycznych umiejętności inwestycyjnych.

EM: Na koniec zdradź nam jak spędzasz czas wolny od pracy.

KG: Tak naprawdę po przejściu z korporacji do własnej firmy tego czasu jest bardzo mało. Prowadzenie własnej działalności wiąże się z dodatkowymi obowiązkami, których się nie ma, gdy pracuje się na etacie. Co więcej, fundusz absolutnej stopy zwrotu jest bardziej wymagający w zarządzaniu niż przykładowo benchmarkowy, gdyż musi zarabiać zawsze bez względu na trendy rynkowe. Niemniej czas, który mi pozostaje po pracy, spędzam przede wszystkim z rodziną oraz poświęcam na sport, głównie siłownię.

EM: Jakie plany macie na przyszłość, czego można Wam życzyć?

KG: Planujemy, aby nasz fundusz Sniper FIZ osiągnął w tym roku 50 milionów złotych aktywów pod zarzadzaniem. Jest to ambitny cel, gdyż mimo że nasze wyniki są bardzo dobre to inwestorzy nadal często inwestują bardziej w znane sobie duże instytucje niż w osobę zarządzającego, więc swojej wartości trzeba stale dowodzić wynikami. Kolejny cel to uruchomienie drugiego funduszu z odmienną strategią, jeśli uda nam się osiągnąć wspomniane 50 mln. Myślimy też o utworzeniu produktów dla innych klas aktywów.


Sniper FIZ to autorski fundusz Kamila Gaworeckiego i Marka Tymińskiego uruchomiony w czerwcu 2016 roku. Wartość certyfikatów funduszu od momentu startu wzrosła ok. 30%. Obecnie wartość aktywów przekroczyła 20 milionów złotych. Fundusz jest wyceniany raz w miesiącu, a minimalna kwota wejścia wynosi 200 tys złotych. Z funduszem można skontaktować się poprzez stronę www.sniperfiz.pl

Kamil Gaworecki to zarządzający z ponad 10-letnim doświadczeniem na rynku kapitałowym. Pracował m.in. w TMS Brokers, Nordea OFE, TFI PZU. Jest licencjonowanym doradcą inwestycyjnym oraz maklerem papierów wartościowych. Sniper FIZ założył wspólnie z Markiem Tymińskim, znanym inwestorom m.in. jako prezes i wiodący akcjonariusz w CI Games.

Fundusz absolutnej stopy zwrotu
W przeciwieństwie do tradycyjnych funduszy inwestycyjnych (FIO), fundusze absolutnej stopy zwrotu nie stawiają sobie za cel pokonanie określonego benchmarku. Ich celem jest osiągnięcia dodatniej stopy zwrotu bez względu na trend panujący na rynku. Pomaga w tym elastyczna polityka inwestycyjna umożliwiająca lokowaniu środków w różne klasy aktywów, czyli oprócz akcji i obligacji także w waluty i instrumenty pochodne oraz dająca możliwość ucieczki w gotówkę, gdy na rynku zaczyna się korekta.