Świat się kurczy. W USA inwestować może już każdy.

Kiedyś wydawał się to temat zarezerwowany jedynie dla funduszy inwestycyjnych lub dużych instytucji. Dzisiaj, jako inwestorzy indywidualni, mamy już pełne prawo korzystać z dobrodziejstw najbardziej rozwiniętych rynków na świecie. Przyzwyczajeni do lokalnego podwórka, często nie zdajemy sobie sprawy z możliwości, jakie czekają na nas za granicą. A jest mnóstwo powodów, by możliwościami tymi się zainteresować.

Dlaczego?

A zastanawiałeś się kiedyś jakie kwoty prowizji zostawiasz co roku kupując akcje w swoim biurze maklerskim? A gdyby ta kwota mogłaby być np. 10x mniejsza? O ile % większa byłaby Twoja stopa zwrotu każdego roku? Czy łatwiej byłoby Ci prowadzić Twój biznes inwestycyjny i generować pozytywne stopy zwrotu?

10-krotnie mniejsze prowizje to żadna obietnica. To codzienność tego rynku i gigantyczna oszczędność przy prowadzeniu inwestycji. Ja w USA jestem od 6 lat. Po jakimś czasie prowadząc równolegle inwestycje na GPW i USA zdałem sobie sprawę, że robiąc dokładnie to samo, moja stopa zwrotu z USA była niemal dwukrotnie lepsza. Prowizje miały tu ogromne znaczenie, a są tym istotniejsze, jeśli ktoś często handluje akcjami.

Operując w USA czasami czuję się jak za sterami helikoptera. Ponad 6000 spółek tylko na NYSE i NASDAQ. Na wyciągnięcie ręki największe międzynarodowe korporacje, globalne marki, spółki, które prowadzą stabilną politykę dywidendową. Dla przykładu Johnson&Johnson wypłaca dywidendę nieprzerwanie od 54 lat. Procter & Gamble Co. od 60 lat! Czy jest zatem coś pewniejszego na giełdzie niż to, że taka spółka zrobi Ci przelew również w kolejnych latach?

Rynek amerykański to również indeksy, takie jak S&P500. Żeby dostać się do składu tego indeksu trzeba spełnić szereg warunków. Między innymi warunek związany z kapitalizacją, czyli wyceną rynkową firmy. Minimalna kapitalizacja dla spółek z S&P500 to 4 miliardy $. Mniej więcej przy tej wartości wyceniany jest obecnie KGHM. Pozostałe spółki z rynku polskiego, które spełniają to kryterium to PZU, PEKAO, PKN Orlen i PKO BP. W USA jest ich ponad 500. Ponad 500 spółek, które nie rodzą żadnych problemów z płynnością. Można wejść i wyjść niezauważonym przez rynek, nawet jak się dysponuje kapitałem rzędu kilku milionów złotych.

Mając już super płynny rynek i mnóstwo spółek, które dodatkowo chętnie dzielą się zyskami z akcjonariuszami, jak każdego tygodnia zabieram się do wyboru tych, na których chciałbym zbudować swój portfel. Jeśli mamy jasno zdefiniowane kryteria wejścia, w Polsce zazwyczaj trzeba bardzo długo czekać na dogodny moment do zajęcia pozycji. W USA okazje podjeżdżają codziennie. Bez względu na to czy posługujesz się analizą wykresów, czy analizujesz sytuację finansową, nie powinieneś mieć żadnych problemów ze znalezieniem tych swoich idealnych, książkowych spółek lub zagrań, do których masz 100% przekonanie. Jeśli, podobnie do mnie, jesteś spokojnym inwestorem, problem pojawi się po drugiej stronie: jak z 20 świetnych spółek, każdego tygodnia wybrać te 2-3, które rzeczywiście jestem skłonny kupić. Odpowiedzią jest jeszcze bardziej rygorystyczna selekcja i zawężenie pola widzenia chociażby tylko do S&P500.

Dla przykładu, według stanu na dzień 24.02.2017roku, przeskanowałem indeks S&P500. Aktualnie 47 spółek w trendzie wzrostowym (warunek konieczny) jest w trakcie formowania swojej bardzo wyraźnej struktury korekty, w tym:

·       27 korekt pędzących,

·       8 korekt płaskich,

·       2 korekty nieregularne,

·       10 korekt prostych,

Dodatkowo (tylko spośród S&P500):

·       219 spółek jest w strefie wykupienia na wykresach tygodniowych,

·       29 spółek jest w strefie wyprzedania (ważna informacja dla inwestorów, którzy kierują się wskazaniami oscylatorów)

·       155 spółek ma P/E (cena do zysku) poniżej 20,

·       115 spółek ma EPS >30% (poprawiło zyski przypadające na jedną akcję za poprzedni rok o więcej niż 30%),

·       39 spółek ma stopę dywidendy przekraczającą aktualnie 4%.

Dla porównania uśredniona stopa dywidendy dla całego rynku to aktualnie 1,91%.

S&P 500 Dividend Yield (http://www.multpl.com/s-p-500-dividend-yield/)

Krótka sprzedaż? W Stanach to działa perfekcyjnie. Oprócz portfela dywidendowego, czasami nabieram mało optymistycznych przekonań do niektórych spółek i biznesów. Co wtedy? Otóż mam szereg możliwości na zrealizowanie scenariusza spadkowego, w tym między innymi krótka sprzedaż, czyli najpierw odsprzedanie akcji po to, by docelowo je odkupić po niższej cenie i zarobić na różnicy. Proste i przyjemne, i sprawia, że bessa przestaje być okresem jedynie wyczekiwania.

Podsumowując, rynek amerykański to dla mnie dzisiaj ocean nieograniczonych możliwości, z których chętnie korzystam. Sprawdziłem wszystko: GPW, forex, kontrakty futures, kontrakty CFD… jednak z amerykańskimi akcjami czuję się najlepiej. To zdecydowanie mój idealny rynek, dopasowany do mojej osobowości i oczekiwań. Ale żeby nie było za pięknie, to zdaję sobie sprawę, że dla niektórych inwestorów barierę może stanowić oczywiście język, czasami kapitał wymagany przez największych brokerów, by móc inwestować za ich pośrednictwem lub mnogość spółek, o których być może nie wiemy aż tyle co w Polsce. Ryzyko (bądź dodatkową szansę inwestycyjną) może  stanowić także waluta lub kilka walut, w których mamy możliwość prowadzenia rachunków inwestycyjnych. Ten kierunek inwestycji zagranicznych polecam przede wszystkim prawdziwie zaangażowanym inwestorom, którzy są absolutnie pewni, że swoje inwestycje giełdowe będą prowadzili do końca życia (lub dłużej).

Łukasz Stępień

Grafika: Designed by Freepik