Warren Buffett – droga do inwestycyjnego sukcesu

Warren Buffett stał się najbogatszym człowiekiem świata dzięki umiejętności pomnażania pieniędzy na giełdzie. Jest jedyną osobą w historii, która samodzielnie od podstaw zbudowała firmę, znajdującą się w gronie 10 największych amerykańskich korporacji z grupy Fortune 500. Od ponad pół wieku jest aktywnym inwestorem giełdowym, obracającym miliardami dolarów. Jaka była jego droga do sukcesu?

Warren Buffett rozpoczął przygodę z zarządzaniem środków inwestycyjnych 61 lat temu. Początkowo zbierał kapitał deklarując, że osiągnie wyższe wyniki inwestycyjne niż indeks Dow Jones Industrial Average, uzależniając płacone sobie prowizje od zysków swojego funduszu. Początkowo przyjmował środki finansowe tylko od znajomych i krewnych, ale jego wyniki szybko zaczęły przyciągać coraz bogatszych inwestorów. Trudno się temu dziwić, gdyż osiągniecia Buffetta były niesłychanie dobre. Przez pierwsze 12 lat działania jego funduszu średnia składana stopa zwrotu z indeksu Dow Jones wyniosła 9,1%. Tymczasem Warren Buffett wypracował w analogicznym okresie aż 31,6%, a po odjęciu jego prowizji 25,3% rocznie! Innymi słowy, każdy kto w 1957 roku powierzył Warrenowi 10.000 złotych w 1968 roku miałby już majątek warty 150.350 złotych. Gdyby te same pieniądze zainwestował w indeks to jego wartość inwestycji wzrosłaby tylko do 28.570 co jest wynikiem znacznie gorszym.

 

“Warren Buffett – droga do inwestycyjnego sukcesu” to część cyklu Śladami Warrena Buffetta, w którym razem z Tomkiem Jaroszkiem z Doradca.tv próbujemy rozłożyć na czynniki pierwsze wyrocznię z Omaha, analizując jego przeszłość, metody inwestycyjne, książki i historyczne transakcje. Zapraszamy także do zamkniętej grupy na facebooku, gdzie publikujemy dużo dodatkowych materiałów. 

 

W efekcie sukcesu fundusz Buffett Partnership szybko rozrósł się do rozmiarów utrudniających mu efektywne działania w tej formie prawnej. Pamiętajmy, że były to lata, w których notowania kursów akcji były dyktowane przez telefon i publikowane w gazetach, a poświadczenie zakupu akcji czy wypłaty dywidendy przychodziło pocztą do domu po kilku dniach. Fundusz zakończył działalność w 1969 roku, a Warren Buffett zaczął inwestować w inne firmy poprzez spółkę Berkshire Hathaway, nad którą przejął kontrolę już w 1965 roku.

Kurs Berkshire Hathaway na przestrzeni lat. Spółka nigdy nie dokonała splitu akcji, ani nie wypłaciła dywidendy.

GEICO, czyli tanie finansowanie

Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy absolutną pewność, że nasze umiejętności pozwolą nam pomnożyć każde pieniądze, które zainwestujemy. Nie mówię tu o jednorazowym strzale czy nagłej super okazji, tylko o stabilnych i wręcz pewnych zwrotach w skali 10-30% rocznie. Czego byśmy wtedy potrzebowali najbardziej na świecie?

Gotówki, zwłaszcza że nasze wynagrodzenie to procent od zarządzanych aktywów, więc im więcej ich mamy tym więcej zarabiamy dla siebie. Warren Buffett w latach swojej młodości był bardzo oszczędnym człowiekiem i żył skromnie nawet będąc już milionerem. W jego biografii można znaleźć zabawny fragment, gdy żona wyprała spodnie Warrena, w których były czeki na wypłatę dywidendy. Jakież było jej zdziwienie, gdy zorientowała się na jak ogromną kwotę one opiewały. Warren był bowiem przekonany, że potrafi pomnożyć każdego dolara, którego dziś posiada, ale potrzebuje do tego czasu.

Dlatego w swojej działalności chętnie wykorzystywał kapitał posiadany przez firmy ubezpieczeniowe, które dysponują dużymi zasobami gotówki tworzonymi głównie ze składek płaconych przez klientów. Mechanizm jest prosty – wszyscy płacimy składki na ubezpieczenie domu, zdrowia, wypadkowe czy samochodu. Pieniądze te trafiają do specjalnych funduszy, gdzie wypracowują dodatkowy zysk dla ubezpieczyciela. Jeśli wydarzy nam się wypadek i zajdzie potrzeba wypłaty odszkodowania, oczywiście pieniądze wracają do nas, ale w międzyczasie mogą zarobić spore pieniądze dla ubezpieczyciela. I właśnie z uwagi na posiadane ilości wolnej gotówki Warren Buffett zainteresował się firmami ubezpieczeniowymi. Kupując pakiety kontrolne mógł decydować o pożyczaniu tych środków innym swoim firmom, w tym Berkshire Hathaway i tym samym zapewniał sobie dostęp do wręcz bezkosztowego finansowania.

Należy pamiętać, że ówczesny świat usług finansowych nie był tak przesycony kapitałem jak dzisiaj. Nie było bogatych funduszy private equity, zorganizowanej sieci aniołów biznesu, możliwości uruchomienia własnego ICO czy kampanii na kickstarterze. Zdobycie finansowanie było sztuką samą w sobie, a Warren Buffett opanował ją do perfekcji. Dzięki firmie ubezpieczeniowej GEICO, w którą zainwestował większość własnych pieniędzy, w 1951 roku nie tylko uzyskał dostęp do bardzo taniego kapitału inwestycyjnego, ale także zarobił dużo pieniędzy dla akcjonariuszy Berkshire Hathaway. Jego holding finalnie przejął kontrolę nad GEICO w 1995, a do dziś na głównej stronie Berkshire Hathaway można znaleźć reklamy ich ubezpieczeń.

Walt Disney i Washington Post

Rosnące środki inwestycyjne pozwolił Buffettowi na coraz śmielsze inwestycje. Mógł dzięki nim zakupywać znaczne pakiety mniejszościowe w dużych spółkach notowanych na giełdzie. Przykładem takiej inwestycji był Washington Post, którego akcje nabył w 1973 roku. Pozycja wydawcy była wtedy bardzo silna, zresztą jak całego rynku prasy drukowanej, któremu nie zagrażała jeszcze telewizja ani internet. Warren Buffett widział potencjał do generowania w przyszłości stałych i rosnących przychodów przez tę spółkę i wykorzystał moment rynkowej niepewności do zakupu akcji. To jedna z podstawowych zasad Buffetta – kupuj, gdy spółka jest tania. Zazwyczaj inwestorzy kierują się wykresem i szukają najsilniej rosnących papierów. Warren Buffett kupuje dobre spółki, ale tylko po odpowiednio niskiej cenie.

Tak samo było z Waltem Disneyem, którego akcje kupił jeszcze w 1966 roku. Rynkowa wycena wynosiła wtedy 90 milionów dolarów, podczas gdy zysk przed opodatkowaniem z poprzedniego roku wyniósł 21 milionów. To, co szczególnie zainteresowała Buffetta to rosnąca filmoteka, która w przyszłości mogła generować pasywny dochód w sposób narastający niczym śnieżna kula. Warren Buffett sprzedał akcje Walta Disneya już w 1967, inkasując 55% zysku. Wrócił do tej spółki w 1995 roku, a w liście do akcjonariuszy skrytykował własną decyzję o pozbyciu się wcześniej akcji tej firmy. Trudno się dziwić niezadowoleniu Buffeta, gdyż ominęły go pokaźne zyski – w latach 1967-1995 cena akcji Walta Disneya wzrosła aż 138-krotnie!

Setki firm na przestrzeni dekad

Na przestrzeni swojej niespotykanie długiej praktyki inwestycyjnej Warren Buffett zaangażował środki finansowe w setki firm. Patrząc na obecny skład portfela Berkshire Hathaway znajdują się tam m.in. Dairy Queen, Duracell, Fruit of the Loom, GEICO, NetJets, Apple, Bank of America, IBM, Coca-Cola, Goldman Sachs, Mastercard, UPS i wiele wiele innych. Pojawia się pytanie czym kieruje się Warren Buffett w doborze spółek z tak szerokich sektorów, dlaczego wybiera akurat te i w jakim momencie? Warren stosuje od lat niezmienne zasady, które jak pokazał czas, pozwalają mu z sukcesem pokonywać szeroki rynek. Jakie więc cechy musi mieć spółka, aby zainwestował w nią Warren Buffett?

 

Strona internetowa Berkshire Hathaway

 

Potencjał do rynkowej dominacji

Filozofia inwestycyjna Warrena Buffetta zakłada inwestowanie w spółki mając w zamyśle nabywanie całej firmy. To znaczy, iż nie interesują go krótkoterminowe ruchy spekulacyjne czy granie pod dane scenariusze, np. odbicia, wypłaty wyższej dywidendy czy ogłoszenia fuzji i przejęcia. Warren Buffett szuka okazji inwestycyjnych tak, jakby szukał firm, które na wiele lat chciałby mieć jako swoje własne. Muszą to być przedsiębiorstwa wyjątkowe, które o ile nie mają obecnie pozycji dominującej na swoim rynku, to mogą ją zdobyć w kolejnych latach.

Przykładami takich inwestycji jest choćby Coca-Cola, według wielu badań najbardziej rozpoznawalna marka świata, oraz Apple, lider technologiczny. Obie firmy nie mają sobie równych w swojej kategorii, a ich dominująca pozycja pozwala na dyktowanie cen podwykonawcom oraz pośrednikom. Można wręcz powiedzieć, że są one otoczone fosą – konkurencji trudno jest zaatakować je tańszymi produktami bądź lepsza technologią.

Zdaniem WB najlepszy biznes to ten najprostszy, WB nie szuka superinnowacyjnych spółek, które pracują nad przełomowymi lekami czy nowymi źródłami energii. Kupuje za to akcje producentów baterii (Duracell, koszulek (Fruit of the Loom) oraz pączków (Dairy Queen). Niemniej skupia się na tych firmach, które proste rzeczy robią w najlepszy możliwy sposób. Jakość trudno jest skopiować, nie ma też na nią ochrony patentowej – dlatego jest tak cenna na rynku.

Nie ma dobrej firmy bez dobrych ludzi, a nawet najlepszy biznes można zepsuć poprzez nieudolną kadrę managerską. Dlatego Warren Buffett angażuje się w rekrutacje ludzi zarządzających firmami, które posiada. W jego ocenie powinna ich charakteryzować przede wszystkim odpowiedzialność za całą firmę, a nie tylko za zakres obowiązków, który mają w kontrakcie. Innymi słowy Warren Buffett oczekuje, że każdy manager będzie traktował firmę, w której pracuje, jakby był jej jedynym właścicielem, a ona sama jedynym składnikiem jego majątku. Musi o nią dbać i angażować się w pracę całym sobą. Buffett konstruuje systemy płacowe w taki sposób, aby managerowie byli w stanie osiągnąć spore wynagrodzenie premiowe płynące z wzrostu wartości obszarów, nad którymi powierzono im pieczę. W jednym z listów do akcjonariuszy WB powiedział, że „nigdy nie udało mu się zrobić dobrego interesu ze złym człowiekiem”, stąd też tak wnikliwa analiza zarządu i kadry kierowniczej firm, w które inwestuje.

Ceną jest to, co płacisz, wartością – co dostajesz

To, co dla Buffetta od początku było najważniejsze w selekcji inwestycji, to wartość wewnętrzna firmy. Można ją zdefiniować jako zdyskontowana wartość środków pieniężnych jakie wygeneruje firma w swoim czasie funkcjonowania. Koncept ten można porównać do studenta pierwszego roku medycyny. Jego obecna wartość rynkowa zapewne jest mała – dużo czasu poświęca na naukę, nie może sam na siebie zarabiać, a nim dostanie pierwszą wypłatę minie wiele lat nauki. Jeśli jednak spróbować oszacować ile owy student będzie w stanie zarabiać, gdy już zostanie uznanym lekarzem i zdyskontować te przepływy do bieżącej daty, to uzyskalibyśmy jego wartość wewnętrzną.

Tak w dużym uproszczeniu działa szukanie wartości wewnętrznej, czyli de facto kupowanie przyszłych wyników spółki po dzisiejszej cenie. Jeśli oszacowana przez nas wartość wewnętrzna jest wyższa niż bieżąca cena akcji danej spółki to jest to sygnał do zakupu, zwłaszcza jeśli ta różnica jest duża.

Pole kompetencji

W związku z tym, że trudno jest oszacować przepływy pieniężne spółek prowadzących skomplikowaną działalność gospodarczą Warren Buffett od początku starał się trzymać tylko tych firm, których działalność w pełni rozumiał i nie była ona przesadnie zawiła. Tym samym skupiał się na swoim polu kompetencji, czyli analizował tylko te spółki, których branżę znał najlepiej. Jego zdaniem bardziej efektywne jest zgłębiania swojej wiedzy w danej dziedzinie niż nieustannie poszerzanie danego obszaru o kolejne. Co więcej, tracimy na to cenny czas, zamiast skupić się na tym, co umiemy robić najlepiej. Jest to jedna z przyczyn, dla których Warren Buffett nigdy nie inwestował w spółki technologiczne. Czytając jego biografię można znaleźć liczne fragmenty potwierdzające, że nie był fanem nowinek ani gadżetów, a gdy Billowi Gatesowi po latach wreszcie udało się namówić Warrena na instalację komputera w przydomowym biurze, ten używał go głównie do… gry w brydża.

Siedziba Berkshire Hathaway niezmiennie pozostaje w Omaha, rodzinnym mieście Warrena Buffetta, gdzie on sam nadal mieszka (foto by: shannonpatrick17)

Od Grahama do przeciętnej ceny

Od początku swojej kariery inwestora Warren Buffett był zafascynowany metodologią opracowaną przez Benjamina Grahama. Jej szczegóły można znaleźć w ponadczasowej książce „Inteligentny Inwestor”, ale główne zasady dotyczą selekcji tanich spółek poprzez szczegółową analizę fundamentalną i doskonałe zrozumienie ksiąg finansowych danej spółki. Metody Grahama sprowadzały się w uproszczeniu do szukania tanich spółek, licząc na to, że ich cena wzrośnie a w najgorszym wypadku ich wartość likwidacyjna będzie wyższa od bieżącej. W jednym z wywiadów Warren Buffett nazwał te spółki niedopałkami papierosa (ang. cigar butts), czyli takimi, które zostały już porzucone przez inwestorów, ale nadal można z nich wydobyć sporo dymu.

Z czasem Warren Buffett odszedł od tej metody, w dużej mierze dzięki wpływowi swojego przyjaciela, Charliego Mungera. Lata analizy i doświadczeń sprawiły, że doszedł do wniosku, iż dużo lepiej jest kupić wspaniałą firmę za przeciętną cenę niż przeciętną firmę za wspaniałą cenę. Tym samym przestał koncentrować się nie poszukiwaniu spółek niedoszacowanych przez rynek, a przede wszystkich skupił na tych, których potencjału rozwoju i dominacji rynkowej inwestorzy jeszcze nie doceniali. Niemniej filozofia Grahama została z nim na zawsze i nawet jeśli znalazł doskonałą firmę, to czekał na dobrą okazję, aby kupić ją jak najtaniej.

Korzystaj z szaleństwa, ale nie bierz w nim udziału

Na szczególną uwagę zasługuje niezależność oceny Buffetta wobec tego, co się działo z ceną spółek notowanych na giełdzie. Jego zdaniem należy kupować dobre spółki po atrakcyjnych cenach bez względu na prognozy makroekonomiczne, co tłumaczy przekonaniem, że strach jest przyjacielem inwestorów kierujących się analizą fundamentalną. Jeśli z kolei wszystkie analizowane akcje wydają się być na ten moment za drogie, to należy gromadzić gotówkę i czekać na lepsze czasy. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment będziemy gotowi do gry.

Warren Buffett kilkukrotnie powtarzał, że jego domyślny horyzont inwestycyjny jest nieskończony i w zasadzie najchętniej nigdy nie sprzedawałby spółek, w które inwestuje. Co więcej, dla niego giełda może zamknąć się w dzień po tym jak dokona inwestycji – nie potrzebuje rynkowych wykresów, aby określić ile coś jest warte. Warren Buffett powiedział kiedyś, że rynek papierów wartościowych jest tylko po to, by można było zobaczyć, czy ktoś nie popełnia jakiegoś głupstwa i móc odpowiednio zareagować. Oczywiście rację mamy dopiero wtedy, gdy rynek się z nami zgadza, ale Buffett ma na tyle długi horyzont inwestycyjny i tak głębokie kieszenie, że może naprawdę długo i cierpliwie czekać.

Dywersyfikacja to recepta na przeciętność

Wszyscy znamy giełdowe powiedzenie, aby nie trzymać wszystkich jajek w jednym koszyku, a dywersyfikacja na ogół jest postrzegana przez inwestorów jako przejaw bezpiecznego podejścia. Warren Buffett uważa inaczej, twierdząc wręcz, że jest ona próbą zabezpieczenia przed niewiedzą i niedoinformowaniem inwestorów. Jego zdaniem konstruowanie portfela, w którym jest kilkadziesiąt spółek z wielu branż to inwestowanie w stylu arki Noego – ostatecznie stajemy się posiadaczami całego zoo. Buffett wielokrotnie stawiał większość swoich aktywów na pojedyncze spółki, dość przytoczyć, że w 2000 roku w czterech spółkach ulokował aż 70% aktywów Berkshire Hathaway. Taki sposób myślenia wynika z przekonania, że podejmowanie setek mądrych decyzji jest zbyt trudne i należy skupić się na kilku. Co ciekawe, Warren Buffett zapytany na jednym ze spotkań z akcjonariuszami ile jego zdaniem dobrych spółek jest w stanie znaleźć w ciągu roku odpowiedział, że jest z siebie zadowolony jeśli znajdzie jedną.

Wyrocznia z Omaha

Dzięki ogromnemu doświadczeniu, konsekwencji oraz niepodważalnej skuteczności Warren Buffett stał się „wyrocznią z Omaha”, osobą, której słowa mogą być informacją cenotwórczą prowadzącą do zmian cen akcji. Między innymi dlatego Buffett niechętnie daje porady inwestycyjne czy komentuje bieżące wydarzenia gospodarcze. Wyjątek robi co roku na zebraniu akcjonariuszy, które ma miejsce w rodzinnym mieście Omaha. Przyjeżdża tam kilkadziesiąt tysięcy „wyznawców” inwestycyjnej filozofii Buffetta, aby uczestniczyć w celebracji giełdowej historii Berkshire Hathaway.

W sierpniu tego roku Warren Buffett będzie obchodził 88 urodziny. Pomimo upływu lat nawet nie myśli, aby udać się na zasłużoną emeryturę i deklaruje chęć pracy tak długo, jak tylko starczy mu sił. I oby starczyło na jak najdłużej, gdyż świat inwestycji bez Warrena Buffetta nie byłby taki sam.

 

Przemysław Gerschmann

Założyciel Equity Magazine, aktywny inwestor giełdowy, zawodowo od lat związany z rynkiem kapitałowym. Szuka wartości wewnętrznej i wybitnych spółek w dobrych cenach, jednocześnie nie boi się inwestycji w nowe technologie. Współtwórca cyklu „Śladami Warrena Buffetta” i wierny fan „wyroczni z Omaha”.

 

Jeśli podobał Ci się powyższy tekst to mamy dobrą wiadomość – będzie ich więcej w ramach cyklu “Śladami Warrena Buffetta”! Już teraz zapraszamy do naszej zamkniętej grupy na facebooku, gdzie znajduje się znacznie więcej treści na temat inwestowania i Warrena Buffetta: 

 

Dodaj komentarz