[WYWIAD] Rynek nie jest przeciwnikiem inwestora, tylko nauczycielem

Wywiad z dr Raimundem Schriek

 16.09.2013

Equity Magazine: Inwestowanie to dziedzina, w której łatwo stwierdzić czy ktoś jest dobry, czy nie – wystarczy popatrzeć na jego wyniki finansowe. Co decyduje o tym czy ktoś jest w stanie odnieść sukces lub nie?

Raimund Shriek: Są dwa bardzo ważne warunki: codzienna nauka oraz zaakceptowanie tego, że to rynek jest Twoim nauczycielem. Nic innego się nie liczy. Prawdy te można dostrzec w swoich wynikach finansowych. Inwestorzy mogą odnieść sukces tylko wtedy, jeśli przestaną robić to, co jest niepotrzebne i szkodliwe. Ponadto ważne są też cechy osobowości, takie jak cierpliwość i wytrwałość oraz świadomość tego, że na rynkach finansowych wszystko jest możliwe.

EM: Ludzie kojarzą inwestowanie z grą, współzawodnictwem, wyścigiem, a nawet polowaniem – z czym Panu kojarzy się handel na giełdzie?

Moim zdaniem inwestowanie jest zdecydowanie najbliższe polowaniu, ponieważ najważniejszymi cechami inwestora jest dobra obserwacja, szybkość i pewność decyzji. Moja metoda tradingu to scalping. Zbieranie, polowanie oraz łowienie może odzwierciedlać metodę inwestycyjną, dodają do całości element gry i współzawodnictwa.

EM: Skoro psychologia jest taka ważna, to w którym momencie może ona pomóc inwestorowi?

Inwestorzy mogą zrozumieć swoje zachowania oraz poznać swój „finansowy” umysł. Warto zapoznać się szerzej z arkanami finansów behawioralnych, czyli dziedziną, która opisuje m.in. szereg różnych emocjonalnych i poznawczych pułapek. Szczególnie ciekawe jest zagadnienie tzw. czarnej skrzynki mózgu, opisanej przez neurobiologię. Nauka ta wyjaśnia m.in. dlaczego ludzie popełniają błędy. W jednym z badań naukowcy użyli rezonansu magnetycznego, aby znaleźć neurony odpowiedzialne za podstawowe zachowania społeczne. Wynik potwierdził, że nie istnieje racjonalny „homo economicus”, który byłby stanie podejmować decyzje z pominięciem uczuć takich jak strach, wiara czy altruizm. Dobra wiadomość natomiast jest taka, że neurobiolodzy dowiedli, iż poprzez pracę nad sobą ludzie są w stanie zmienić swoje zachowania w danych sytuacjach.

EM: Zapewne słyszał Pan stwierdzenie, sformowane przez Andre Kostolany, że zachowanie rynków finansowych w 90% determinowane jest przez psychologię. Skoro tak, to czy prawdą jest, że FED, kryzys w Europie i wizja konfliktu w Syrii stanowią tylko owe 10%?

Tak, Kostolany ma rację. Van Tharp z kolei uważa, że jest to 100% psychologii, choć wcześniej twierdził, że zachowanie rynków wynika w 60% z psychologii, 30% zajmowania pozycji i 10% strategii. Równie ważny jest rytm w jakim rynek akurat się znajduje. Oczywiście doniesienia ze strony polityków czy też dane makroekonomiczne są podstawą do danego ruchu na giełdzie, ale ma to ścisły związek z oczekiwaniami inwestorów oraz ich rozwojem. W wielu przypadkach jesteśmy zaskoczeni reakcją rynkową. Moim zdaniem wisząca w powietrzu wojna zaowocuje silnym spadkiem kursów akcji. Tutaj należałoby wrócić do klasyka analizy technicznej, czyli teorii Charlesa H. Dowa.

 

Inwestowanie to zawsze w pierwszej kolejności zarządzanie sobą i swoimi emocjami, a dopiero potem pieniędzmi.

 

EM: Zastanówmy się zatem kto może zostać traderem – czy są jakieś szczególne wymagania co do osobowości?

Każdy może nim zostać, jeśli jest otwarty na tę dziedzinę i ma chęć do ciężkiej pracy. Fińskie badanie na grupie 8000 daytraderów pokazało, że inwestowania można się nauczyć. Naukowcy dowiedli, że w miarę zdobywania doświadczenia oduczamy się jednego z najgorszych zachowań rynkowych, czyli ucinania zysków, a hodowania strat. Im dłużej dana osoba jest na rynku, tym lepiej radzi sobie w tej dziedzinie, co ma bezpośredni związek z psychologią. Co ciekawe, Finowie zauważyli również, że grupa inwestorów, która robiła najszybsze postępy to ta, która ponosiła straty na początku, a jednocześnie była najbardziej aktywna na rynku (więc zdobywała więcej doświadczenia zarówno pozytywnego, jak negatywnego). Moim zdaniem to ważna obserwacja, a inwestowanie to zawsze w pierwszej kolejności zarządzanie sobą i swoimi emocjami, a dopiero potem pieniędzmi.

EM: Jak w takim wypadku zidentyfikować jakiego typu inwestorem jesteśmy?

Moim klientom w takich wypadkach proponuję wspólne sprawdzenie historii zajmowanych pozycji i coaching. Dla początkujących kluczowe jest również zapoznanie się ze specyfiką rynku i jego mechanizmami – bez tego trudno inwestować. Co do indywidualnego coachingu, zyskującego na popularności na Zachodzie, to podejście jest bardziej personalne. Role gra tutaj identyfikacja silnych i słabych stron osobowości danej osoby oraz podejścia do strat. W końcowej fazie skupiam się na zbudowaniu indywidualnej strategii inwestycyjnej dopasowanej do danego inwestora.

EM: Gdzie zacząć budowę własnej strategii inwestycyjnej?

Należy zacząć od: jednej transakcji, jednego rynku i jednej strategii. Inwestor powinien zgłębić jeden rynek i stopniowo śledzić go pod kątem różnych interwałów czasowych. Kolejny krok to identyfikacja linii trendu, kanałów, kluczowych szczytów i dołków, poziomów wsparcia i oporu. W dalszej kolejności dodajemy wskaźniki, takie jak średnie ruchome czy wstęgi Boilingera. Zwracam na nie właśnie uwagę, gdyż są łatwe w interpretacji i pomagają zrozumieć dany rynek. Dzięki nim inwestor powinien poszukać dobrych miejsc do wejścia w rynek oraz z góry założyć kiedy z niego wyjdzie – nim jeszcze transakcja zostanie zlecona. Ostatnim ważnym elementem jest wielkość pozycji. Z takim systematycznym podejściem trader powinien być w stanie znaleźć rynkowe okazje i nadal udoskonalać swój system, pamiętając o tym, że nie powinien on być skomplikowany.

 

EM: To wszystko to rady stricte techniczne – jak jednak dostosować swoją strategię do własnej osobowości? Czy każdy rodzaj tradingu pasuje do wszystkich?

Weźmy za przykład strategię „trzymaj i kup”, której charakterystyczną cechą jest podjęcie ryzyka a następnie pozostawanie biernym. Takie podejście może nie być odpowiednie dla każdego, z pewnością nie dla osób wolących być aktywnymi. Z drugiej strony dla wielu daytrading na wysoce zmiennych rynkach również może nie być komfortową formą inwestowania. Ważne, by metodą empiryczną dojść do tego, co nam najbardziej odpowiada i szkolić się w tej jednej dziedzinie. Tak jak w życiu – jedni wolą piłkę nożną, inni pływanie a jeszcze inni golfa.

 

EM: Wszystko to brzmi jak najbardziej słusznie, jednak na koniec dnia liczy się stan naszego konta, a nie to co nam jest bliższe sercu…

 

Zgadza się – ostatecznie liczy się kapitał, jego wzrost oraz podjęte ryzyko, dlatego każdy powinien się na nim skupić. Prawda jednak jest taka, że inwestorzy najczęściej walczą sami ze sobą – ze swoim strachem przed stratą i chciwością. I właśnie te uczucia stanowią największą zmienną w modelach matematycznych, której na dodatek niestety nie da się zapisać w formie cyfr. Co więcej, decyzje pod wpływem uczuć podejmujemy również podświadomie i takie najtrudniej zmienić. W momencie kiedy inwestorzy uświadamiają sobie te prawdy zaczynają poprawiać swoje wyniki.

 

EM: W swoim komentarzu do raportu “Pułapki inwestowania: 7 błędów, które odbierają Twoje zyski” napisał Pan, że jest ważne, aby monitorować swoje portfolio w okresach miesięcznych bądź rocznych, a nie transakcja po transakcji. Gdzie leży różnica?

Inny jest punkt skupienia. Jeśli inwestor skoncentruje się na pieniądzach (a zatem pojedynczych transakcjach) to nie będzie posiadał długoterminowego „biznes planu”. Ponadto bardziej intensywnie będzie odczuwał każdą stratę lub wygraną. Proces inwestycyjny powinien być wolny od takich rozpraszających impulsów. Dla profesjonalisty pojedyncza transakcja to przede wszystkim część większej całości. Jeśli początkujący również się tego nauczy, to łatwiej będzie mu zaakceptować ewentualne straty jako wchodzące w integralną cześć strategii. Oczywiście z założenia powinna ona mieć dodatnią stopę zwrotu. Koncentracja na długoterminowych rezultatach czyni trading niepodatnym na tego typu turbulencje emocjonalne, a co za tym idzie pomaga w utrzymaniu dyscypliny oraz koncentracji.

Rozmawiał Janusz Maruszewski