[Wywiad] Speculatio, czyli „myślą rzeczy rozbieranie”

wywiad z Grzegorzem Zalewskim

07.10.2013

Equity Magazine: Jest Pan twórcą wydawnictwa Linia, w którego ofercie są książki dla inwestorów. Jakie pozycje cieszą się największą popularnością?

Grzegorz Zalewski: W tej chwili, po trzech latach działalności, niekwestionowanym liderem jest „Droga Żółwia” C. Faitha oraz „Sztuka spekulacji po latach” Zenona Komara. Czyli z jednej strony książka dla inwestorów trochę bardziej zaawansowanych, a z drugiej kompendium dla tych, którzy zaczynają, bądź chcą wszystko sobie uporządkować.

 

EM: To ciekawe że akurat tak rozkłada się ten podział. A czy polskiego inwestora interesują takie same książki, jak amerykańskiego czy może inne?

Przede wszystkim nasz rynek jest maleńki. Więc wielu tematów się nie porusza. Osobiście ogromnie mi żal książek, czasami genialnych, które w Polsce mają jedynie nielicznych odbiorców. Chodzi choćby o historie ciekawych ludzi, wydarzeń, czy po prostu tego jak rozwijał się rynek. Wydaje mi się, że polscy inwestorzy nie doceniają tego ile można nauczyć się o rynkach z opowieści o tym, co działo się w historii.

 

EM: A która z książek o inwestowaniu jest Pana ulubioną?

Dwie, z których szczególnie jestem zadowolony, że udało się naszemu wydawnictwu je wydać – „Czarodzieje rynku” J. Schwagera i „Wspomnienia gracza giełdowego” – Lefevre’a. To właśnie jest przykład takiej literatury, którą uwielbiam. Zresztą w tym przypadku okazało się, że to były bardzo dobre strzały. Czytelnicy też je przyjęli bardzo dobrze. Może dlatego, że to pozycje klasyczne.

 

EM: KNF co jakiś czas raczy nas statystykami skuteczności inwestorów. Niestety większość inwestorów traci pieniądze – dlaczego tak jest?

Jeśli ktoś wchodzi na rynek z przekonaniem, że łatwo zarobi 100 procent, a przy tym nie zapoznał się choćby z podstawowymi rzeczami dotyczącymi tego rynku, no cóż… to trochę tak, jakbym dziś podjął decyzję o tym, że startuję w maratonie za miesiąc. Kupię niezłe buty, coś tam potrenuję i co to za problem. Tyle osób biega maratony więc ja nie będę gorszy. Sukces w inwestycjach to  raczej suma elementów – ciekawość, samozaparcie, dyscyplina. No i duża odporność na ból. Bardzo duża.

 

EM: Z czym więc kojarzy się Panu inwestowanie? I czy jest coś „gorszego” niż spekulacja?

Uwielbiam słowo spekulacja. W szesnastowiecznym słowniku polsko-łacińskim Jana Mączyńkiego słowo speculatio ma wspaniałą polską definicję „myślą rzeczy rozbieranie”. I choć oczywiście chodziło tam bardziej o filozoficzne znaczenie „spekulacji”, to w gruncie rzeczy praca analityka, obserwowanie rynku, to właśnie takie „myślą rzeczy rozbieranie”. Mamy ogromną układankę, którą próbujemy rozwiązać, nie posiadając do tego absolutnie żadnej instrukcji.

EM: Jakie bariery stoją przed inwestorami, chcącymi osiągnąć sukces?

Większość ma nierealne oczekiwania. Ludzie chcą zarobić bardzo szybko i bardzo dużo, niewiele od siebie dając. Powiedzmy, że ktoś planuje wybór smartfona (w promocji za 1 zł) mnóstwo czasu spędzi na poszukiwaniu najlepszego modelu, czytaniu opinii, porównywaniu parametrów. Tymczasem, gdy przychodzi do inwestowania, to w wielu przypadkach w momencie, gdy pieniądze wpłacone są już na rachunek, przestaje się w ogóle zastanawiać nad tym co robi. Wybór spółki, czy też decyzja o tym czy kupić, czy sprzedać traktowana jest jak skreślenie kolejnych liczb w lotto.

 

EM: Dopóki nie sprzedam, nie stracę pieniędzy, bo przecież te akcje muszą odbić. Dopóki strata jest tylko na papierze, nic nie straciłem. Co w tym złego?

Nic. Uwielbiamy się oszukiwać. Polepsza nam to samopoczucie. Tomek Zaleśkiewicz, z którym wspólnie napisaliśmy książkę o zachowaniach inwestorów („Droga inwestora. Chciwość i strach na rynkach finansowych”) nazywa to „złudzeniami służącymi własnemu ja”. To jest plus, którego pożądamy. No, ale niestety marnie się kończy dla naszego portfela. Więc jeśli chcemy lepiej się czuć, warto zawalczyć z tymi naturalnymi reakcjami. Wtedy mamy szansę i czuć się lepiej, i mieć pieniądze. Ale to nie jest takie łatwe.

 

EM: Czy zlecenie stop-loss to naprawdę konieczność? Wielu inwestorów uważa, że w ich wypadku się one nie sprawdzają, narzekają na  przykład na czyszczenie stopów. Jak się przed tym bronić?

Trzeba nauczyć się je składać lub mieć plan działania na wypadek błędnej decyzji. Niektórzy działają z powodzeniem bez stopów, ale bez skrupułów potrafią rozstać się z pozycją, która poszła nie po ich myśli. Takie umiejętności można wytrenować. Jednak dla wielu osób jest to bardzo trudne, właśnie dlatego, że włączą się nam nasze mechanizmy obronne „służące ja”, czyli nie pozwalające przyznać się do błędów. I dlatego mamy tendencję trzymania złych pozycji do samego końca. Niezbyt dobrego końca.

 

EM: Tylko czy istnieje ratunek dla inwestora, który pozwolił sobie na zbyt duże straty, powiedzmy 50 – 70% kapitału?

Tak. Otrząsnąć się i zacząć nowe życie jako inwestor, w którym nie dopuszcza się już do tak wielkich załamań portfela. Co oczywiście oznacza wprowadzenie w życie sensownego planu godzenia się z małymi stratami, przy pojedynczych transakcjach.

 

EM: W raporcie “Pułapki Inwestowania – 7 błędów, które obierają Twoje zyski” wspomina Pan o zjawisku jakie dotyczy wielu inwestorów, czyli tzw. fakcie „że gotówka parzy”. Proszę wyjaśnić o co w tym chodzi i co w tym złego, że chcemy szybko zarabiać pieniądze?

Spora część początkujących inwestorów nie potrafi cierpliwie czekać. A to pierwszy sygnał, że realizacja ustalonych planów, strategii czy założeń napotka na problemy z realizacją. Tym pierwszym sygnałem jest właśnie natychmiastowe dokonanie transakcji, gdy tylko zobaczymy pieniądze na rachunku maklerskim. Zresztą zadanie dla Czytelników – ręka w górę, Ci wszyscy, którzy po wykonaniu swojego pierwszego przelewu na rachunek maklerski, wchodzili tam więcej niż raz, żeby sprawdzić, czy pieniądze już doszły. A później proszę sobie odpowiedzieć na pytanie – jak szybko złożyliście zlecenie i czy było ono zgodne z waszymi wcześniejszymi ustaleniami.

 

Equity Magazine: Na zakończenie, jeżeli miałby Pan dać jedną radę inwestorom, jaka by ona była?

Grzegorz Zalewski: Uczyć się na własnych błędach. Zacząć je rozumieć. A przede wszystkim przyjąć do wiadomości, że popełniane błędy nie są pochodną braku inteligencji czy jakichś innych problemów. Popełniają je niemal wszyscy. Nieliczni uczą się je rozpoznawać i nad nimi panować.

Rozmawiał Janusz Maruszewski